Portret rodzinny Jana III,  Henri Gascar, 2 poł. XVII w. ,  Kraków, Państwowe Zbiory Sztuki na Wawelu
Główna Konkurs Moda i obyczaje Ubiory polskie Ubiory obce Tkaniny Słownik Bibliografia Inne
Ubiory polskie
Galeria portretów
Ubiory męskie
O formie i kroju polskich ubiorów
Żupan
Delia
Ferezja
Bekiesza
Kontusz
Czechman
Kiereja
Pasy w męskim ubiorze polskim w XVII wieku
Biżuteria i ozdoby ubioru polskiego w XVII wieku
Znalezione pod podszewką
Tajniki malowanej rekonstrukcji
Kopia kaftana Jana III
Manele, kanaki, guzy, noszenia… biżuteria i ozdoby ubioru w siedemnastowiecznej Polsce
Ewa Martyna
Od najdawniejszych czasów człowiek lubił ozdabiać i upiększać swoje ciało i ubiór. Zaspokajając próżność i chęć podobania się, mógł jednocześnie zaznaczyć swój prestiż, określić status majątkowy i przynależność klasową, narodową, religijną itp. Styl ubierania się i dobór ozdób pozostawały co prawda w kanonie konwenansów, ustalonym przez panującą w danym okresie modę, ale dawały też pewną swobodę w wyrażaniu i akcentowaniu własnej oryginalności i indywidualności.
Synonimem niezwykłej dekoracyjności, wyszukanej formy i ornamentyki był niewątpliwie barok. Krytykowany za sprzeniewierzenie się czystej harmonii renesansu, ośmieszany za bombastyczność i ostentacyjność był dla wielu pokoleń zaprzeczeniem dobrego smaku, a jednocześnie budził podziw i zachwyt. Decorum zajęło pozycję pierwszoplanową i stało się nieodzownym elementem życia codziennego, widocznym między innymi w efektownym przepychu stroju i blasku klejnotów.
Barok jest zakochany we wszystkim, co lśni, co rzuca przerywane albo mieniące się błyski. A zatem zostawił nam niezliczone i czarujące efekty światła odbijającego się od nieruchomej tafli wodnej czy – jeszcze chętniej – od drobnych fal jeziora – tak zdefiniował ten styl belgijski slavista Claude Backvis (Z innej perspektywy, „Poezja”, 1977, nr 5/6), znawca kultury staropolskiej. Polski barok kształtowany był przez swoistą ideologię szlachty zwaną sarmatyzmem, która wpłynęła na styl i sposób życia naznaczony silnym elementem orientalizacji obyczajów i estetyki .
Oryginalny sarmacki gust, szczególnie widoczny w ubiorze i jego akcesoriach, panował niepodzielnie od końca XVI do końca XVIII wieku. Łączył w sobie fascynację kulturą Orientu z rodzimą tradycją, ale też z wpływami Zachodu.
Symbolem sarmatyzmu stał się męski strój kontuszowy utożsamiany ze strojem narodowym, noszony przez przedstawicieli wszystkich warstw szlacheckich i części mieszczaństwa, składający się z żupana, zakładanej na niego delii, a od połowy XVII wieku – kontusza. Wyróżnikiem, świadczącym o pozycji społecznej i majętności właściciela, był rodzaj materiału, z jakiego uszyto ubiór, oraz zdobiące go akcesoria i ozdoby jubilerskie.
Nieodzownym i niezwykle dekoracyjnym elementem ubioru męskiego były guzy, zwane też pągwicami, guzikami, kneflami. Wykonywano je z metali szlachetnych i cyny, a także z kamieni i korala. Ich kształt i dekoracje zmieniały się w zależności od panującej mody. W 1. połowie XVII wieku dominowały guzy kuliste i cebulaste, w formie owoców głogu i łezkowate, od połowy stulecia bardziej wybrzuszone, baryłkowate, w kształcie karczocha, kanelowane lub spiralnie skręcone, a w XVIII wieku zapanowała moda na guzy gruszkowate.
Wykonywane były w kompletach, czasami w dwu zestawach – do żupana (mniejsze) i do kontusza. Zazwyczaj ozdabiano je grawerowanymi motywami roślinno-geometrycznymi, kompozycjami z filigranu, pokrywano kolorową emalią i kameryzowano. Zasadniczym elementem guza była umieszczona w szczycie rozetka, w której osadzano kolorowy kamień lub szkiełko. Niekiedy guzy w całości wykonywano ze szlachetnych kamieni. W liście z 8 marca 1668 roku Jan III Sobieski, wówczas jeszcze hetman, dziękując Marysieńce za prezent pisał: Guziki te diamentowe... niepodobna rzecz, nic piękniejszego! Jeden drugiemu lustr cudowny daje. W spisie inwentarza, sporządzonym w 1696 roku, już po śmierci króla, znalazły się m.in. guziki czerwone, aspisowe... z rubinkiem...koralowe... Niekiedy guzy stanowiły prawdziwą fortunę i były nie lada pokusą dla złodziei, których nie brakowało nawet wśród wykwintnego towarzystwa, o czym wspomina Wacław Potocki w Niewczesnej przeszkodzie:
U bliskiego sąsiada bywszy na weselu, Obaczę tam przyjaciół nieproszonych wielu. „Nierad – rzekę – zasiadam z takimi intruzy”. Aż mój sługa: „Ba, rzężą od kontuszów guzy!” „...Dla Boga, strzeżcie moich!” – "Naszeć to urżnięto”. „Zjedzże diabła z nowiną w to chwalebne święto!”
Zakładana na żupan delia była od pasa w górę zapinana na guziki lub pętlice, a w przypadku zarzucenia jej tylko na ramiona spinana zaponą. Zaponami nazywano ozdobne klamry lub brosze złotniczej roboty, które dekorowano kompozycjami z kamieni lub kolorowych szkieł, niekiedy na emaliowanym tle. Zapony w formie kolistej broszy były popularne do około połowy XVII wieku, później zastąpiły je wydłużonego kształtu klamry lub sprzączki. Czasami do brzegów delii doszyte były kosztowne, kameryzowane łańcuchy, spinane broszą.
Pisząc o ozdobnych elementach męskiego ubioru szlacheckiego, trudno nie wymienić karabeli paradnej, noszonej do celów reprezentacyjnych, która była pochodną szabli, ukochanej i nieodłącznej kompanionki życia szlachcica, symbolem przynależności stanowej. Paradna karabela o otwartej rękojeści, będącej często prawdziwym arcydziełem sztuki jubilerskiej, była wsuwana do pochwy zdobionej okuciami – dwoma ryfkami i trzewikiem, zazwyczaj dekorowanymi analogicznie jak rękojeść. Do ryfek przymocowane były rapcie do zawieszania szabli na pasie. Na staropolskich wizerunkach portretowani z dumą prezentują bogato zdobioną rękojeść karabeli, niejednokrotnie wspierając na niej dłoń, jakby chcieli podkreślić gotowość jej użycia w razie potrzeby, jednocześnie akcentując swoją przynależność stanową i pozycję majątkową.
Do noszenia broni służyły wąskie pasy pancerzowe i tabliczkowe. Pasy pancerzowe przypominały łańcuch o spłaszczonych ogniwach, czasami przedzielonych prostokątnymi płytkami, natomiast pasy tabliczkowe składały się z tabliczek połączonych kółeczkami. Wykonywano je z metali kruszcowych i z mosiądzu, grawerowano i ozdabiano kamieniami lub szkłami. Pasy spinały klamry, które do strojów paradnych kupowano u najlepszych jubilerów.
Do znanych firm jubilerskich o europejskiej renomie należał między innymi warsztat lwowski Mikołaja Siedmiradzkiego (zm.1630), zaspokajający najbardziej wyrafinowane gusty. Wśród szlachty dużym uznaniem cieszyły się warsztaty ormiańskie, w których składali zamówienia również przedstawiciele bogatej szlachty i magnaterii. Wyroby Ormian charakteryzowało bogactwo ornamentyki z wyraźnym akcentem orientalnym, stosowanie techniki niella oraz kameryzacji. Klamry różnemi kamieniami sadzone trafiały w pełni w sarmackie upodobania Polaków.
Popularne wśród szlachty do około połowy XVII wieku były także pasy tzw. przeworskie (później częściej noszone przez mieszczan) i siedmiogrodzkie. Pasy przeworskie składały się z kolistych tarczek i blaszek międzytarczkowych z mosiądzu lub miedzi, zamocowanych do podłoża ze skóry barwionej (w kolorze czerwieni, bordo), spiętych puszkową klamrą. Wyczyszczone i wypolerowane świeciły mocnym blaskiem i przyciągały wzrok. Pasy siedmiogrodzkie były zdobione charakterystycznymi stożkowatymi guzami z kamieniem, na przykład popularnymi turkusami, w szczycie, i zapinane ażurową wydłużoną klamrą.
Powszechną ozdobą męską były również pierścienie, czasami zakładane nawet po kilka jednocześnie. Najczęściej noszono sygnety, które spełniały dwojaką rolę – dekoracyjną i praktyczną. Oczko, zwykle z wprawionym kamieniem, w którym grawerowano herb, monogram, gmerk lub inny znak identyfikujący właściciela, pełniło funkcję tłoka pieczętnego do pieczętowania i zamykania korespondencji i dokumentów. Sygnety wykonywano ze złota, srebra, a nawet z metali nieszlachetnych. Miały zazwyczaj prostą, masywną oprawę z płaskim oczkiem przystosowanym do odciskania, wykonanym z kamieni szlachetnych lub ozdobnych, takich jak szafir, rubin, karneol, kryształ górski. Wśród pierścieni dekoracyjnych przeważały złote, z obrączką pokrytą emalią kolorową lub czarno-białą (szczególnie popularna w okresie panowania Wazów), tworzącą kompozycje roślinno-geometryczne. Dość często emaliowano również oprawę kamienia. Pierścienie emaliowane zaczęły wychodzić z mody około 1700 roku, wówczas również zrezygnowano z rozbudowanej oprawy oczka na rzecz wyeksponowania samego kamienia.
Omawiając elementy stroju, trudno nie wspomnieć o zegarkach, które w początkach XVII wieku nie były jeszcze tak dokładne, by spełniać swoją podstawową funkcję – czasomierza, ale zawieszane na szyi na łańcuszku stały się jedną z kosztowniejszych ozdób. Tego typu zegarki-pektorały nosili zarówno mężczyźni, jak i kobiety (m.in. taki zegarek, określony jako „diamentowy”, otrzymała od narzeczonego Dymitra Wiśniowieckiego siostrzenica Jana III Sobieskiego, Teofila Zasławska). Miały one najczęściej formę owalnych lub wielobocznych puszek wykonywanych z metalu lub kamienia (np. kwarcu, kryształu górskiego) z umieszczonym wewnątrz mechanizmem. Wielu z nich nadawano formę krzyża, a nawet czaszki, by przypomnieć użytkownikom o przemijaniu i rychłym spotkaniu z Bogiem. Hetman Jan Sobieski parokrotnie pisze w listach do Marysieńki o zegarkach, które go zachwyciły, między innymi o dziwnie pięknym zegarku, ofiarowanym przez królową Ludwikę Marię kanclerzowi litewskiemu Krzysztofowi Pacowi. W liście pisanym w Żółkwi 30 maja 1668 roku prosi żonę, przebywającą w tym czasie w Paryżu, o zegarek dla siebie, co oby był złoty, nie bardzo wielki...z puzderkiem pięknym...
Zegarki kieszonkowe pojawiły się w Polsce dopiero około połowy XVIII wieku. Były noszone w kieszonce wewnętrznej żupana, mocowane do wyeksponowanej na zewnątrz dewizki.
Niezwykle atrakcyjną i luksusową ozdobą, zwieńczeniem stroju szlacheckiego, była szkofia lub skofia, zwana też zakierem – kita z piór, osadzona w skuwce mocowanej do kołpaka. Płacono za nią niekiedy wręcz niebotyczne sumy. Bardzo często o wartości skofii decydował gatunek piór, czasem pochodzących od niezwykle egzotycznych ptaków. Zdarzało się, że nieuczciwi kupcy wykorzystywali łatwowierność i niewiedzę nabywców, sprzedając im pióra ptaków nieistniejących, na przykład mitycznego feniksa. Na ogół jednak obsada kity (określana w dawnych inwentarzach także jako stolecz) była jubilerskiej roboty i lśniła blaskiem klejnotów. Innym rodzajem ozdoby była tzw. igraszka, zwana też trzęsieniem, w której kita zastąpiona została ozdobą jubilerską z ruchomymi, luźno zwisającymi elementami, które przy chodzeniu efektownie się poruszały (stąd nazwa).
Cudzoziemcy relacjonujący swoje wrażenia z Polski, szczególnie opisując uroczystości dworskie, zwracali uwagę na okazałość strojów oraz wyjątkowe piękno i bogactwo jubilerskich ozdób. Uroczyste wjazdy poselstw polskich do stolic europejskich ściągały nieprzebrane tłumy, które z zachwytem i podziwem oglądały niezwykłe theatrum – niekończący się malowniczy, mieniący się drogocennymi klejnotami orszak jeźdźców ubranych ze wschodnim przepychem, siedzących na paradnie oporządzonych koniach. Wyjątkowym widowiskiem, które olśniło cudzoziemców, był wjazd Jerzego Ossolińskiego do Rzymu w 1633 roku. Stał się on znany w wielu krajach dzięki zamieszczonej w „Gazette de France” dość szczegółowej relacji, która krążyła w odpisach niemal po całej Europie. Zachwyty cudzoziemców nie do końca pokrywały się ze stanowiskiem polskich moralistów, którzy krytykowali rozrzutny styl życia szlachty i pogoń za zbytkiem, upadek rycerskiego ducha i brak patriotyzmu. Nieoceniony Wacław Potocki w Zbytkach polskich wymieniał, co tak naprawdę zaprząta umysły Polaków:
Żeby sześć zaprzęgano koni do karocy;  Żeby srebrem pachołków od głowy do stopy,  Sługi odziać koralem, burkatelą stropy;  Żeby na paniej perły albo dyjamenty...
Razi go ostentacyjne demonstrowanie bogactwa oraz pozbawiony gustu i dobrego smaku nadmiar ozdób.
 Już perły, już kanaki noszą przy kontuszach;  Poczekawszy, będą je nosili na uszach.
Większość szlachty nosiła wyłącznie strój polski. Dwór królewski natomiast ubierał się po europejsku, na ogół zgodnie z obowiązującą modą. Królowie elekcyjni zakładali kontusz jedynie okazjonalnie (przede wszystkim, by pochlebić poddanym). Polacy związani z dworem ubierali się zależnie od okoliczności, choć byli i tacy, którzy nigdy nie dali się uwieść zachodniej modzie. Oczywiście niektórzy dość łatwo przejęli nowe obyczaje i modny styl życia, a w 2. połowie XVIII wieku już większość „eleganckiego towarzystwa” odłożyła kontusz do lamusa.
Krój ubioru europejskiego wymuszał niejako stosowanie innych dodatków i ozdób oraz odpowiednio dobranej biżuterii. Surowy, dumny Sarmata-wojownik z szablą u boku został zastąpiony przez wykwintnego, eleganckiego mężczyznę z lekką szpadą i laseczką.
Nogi w pończochach obute były w trzewiki ozdobione pomponem, klamerką bądź sprzączką metalową nierzadko kameryzowaną (preferowano diamenty i kryształ górski). Bardzo modne buty z cholewami typu wojskowego, noszone do eleganckiego stroju, dekorowano ostrogami czasem złotniczej roboty z jubilerskimi dodatkami. Pasy metalowe noszono rzadziej, gdyż nie do wszystkich modnych fasonów były odpowiednie, na przykład wamsy – krótkie, rozpinane kaftany – miały na ogół paski szyte z tego samego materiału, spinane kosztowną klamerką. Wieszane na szyi, nierzadko bardzo długie łańcuchy, modny dodatek do stroju w typie hiszpańskim, zastąpiono krótszymi, niezwykle dekoracyjnymi złotymi lub złoconymi naszyjnikami, wysadzanymi kamieniami szlachetnymi. Czasami zakładano kilka naszyjników różnej długości. Kawalerowie orderu Złotego Runa, jednego z najbardziej prestiżowych odznaczeń ówczesnej Europy, nosili ten order zawieszony na łańcuchu (kolannie) na szyi. Był on jednocześnie luksusowym wyrobem jubilerskim.
Od początku XVII wieku zaczęto nosić dłuższe włosy. W latach 30. sięgały one ramion, a wśród elegantów zapanowała moda na pozostawienie niesymetrycznie długiego pukla po lewej stronie, który czasami ozdabiano na końcu kosztowną spinką w formie kokardki złotej lub złoconej z dodanymi ruchomymi zwisami z drogich kamieni. Modnym nakryciem głowy w XVII wieku był kapelusz z piórami strusimi, podobnie jak w kołpakach, osadzanymi w ozdobnej, niekiedy drogocennej skuwce. Król Jan III Sobieski, opisując w liście do królowej swoje spotkanie z cesarzem Leopoldem po zwycięskiej bitwie pod Wiedniem, zwrócił uwagę nie tylko na chłodne przywitanie, ale również na kapelusz francuski z zaponą i piórami białawymi i ceglastymi, zapona – szafiry z diamentami, szpada takaż.
W Polsce nie wykształcił się kobiecy strój narodowy, choć w ubiorach kobiet również można dostrzec pewne elementy właściwe tylko dla terenów polskich, nigdzie indziej niespotykane. Panie jednak o wiele chętniej niż mężczyźni wprowadzały zmiany w swoim wyglądzie, poddając się nowym prądom, choć nie zawsze bez oporów. W wydanej w 1600 roku w Krakowie Przyganie wymyślnym strojom białogłowskim Piotr Zbylitowski narzekał, że gdy przebywał wśród dam to żadnej Polki już nie baczył, bo wszystkie zbyt łatwo uległy cudzoziemskiej ekstrawagancji zamiast ubierać się skromnie i po polsku. Nowe trendy w modzie docierały jednak do Polski z dużym opóźnieniem, szczególnie na prowincję. Na początku XVII wieku, a praktycznie nawet do końca lat 30., niektóre szlachcianki nie rezygnowały z pewnych elementów mody z końca XVI wieku. Nadal nosiły długie, sięgające pasa naszyjniki o splocie łańcuchowym, metalowe pasy, staromodne zapony i kolce.
Czasami nakładały po kilka łańcuchów różnej długości, które tworzyły rodzaj kolczugi osłaniającej gors. Niewątpliwy wpływ na kształtowanie gustów swoich poddanek miały zasiadające na tronie królowe obcego pochodzenia. Cecylia Renata, pierwsza żona Władysława IV, nosiła, zgodnie z obowiązującą modą, suknie z podwyższonym stanem, zaznaczonym jubilerskiej roboty paskiem, lub dwuczęściowe suknie z kabatem wzorowanym na męskim wamsie, ozdobionym dużym koronkowym kołnierzem i mankietami, zwane alamodami. Kołnierz dekorowany był przez noszenie – długi naszyjnik, opadający na ramiona, skomponowany z rozet z wprawionymi kolorowymi kamieniami i dla zwiększenia efektu pokryty wielobarwną emalią, która w jubilerstwie barokowym odgrywała pierwszorzędną rolę. Przeguby dłoni zdobiły dobrane do noszenia, wykonane z połączonych segmentów lub ogniwek, bransolety (manele, manelki).
Elegantki nosiły we włosach efektowne kity z piór w bardzo bogatych oprawach jubilerskich lub ozdoby przypominające męskie trzęsienia. Poza domem zakładały kapelusze z długimi piórami. Polki zaakceptowały nową modę, chętnie odrzuciły osłaniające szyję podwiki i ozdobiły suknie dużymi kołnierzami, ale nie do końca zrezygnowały z własnych upodobań. Wciąż preferowały dużą, masywną, rzucającą się w oczy biżuterię, jaskrawe klejnoty i czasami obwieszały się nimi wręcz do przesady.
Do zmiany stylu i obyczajów polskich dam niewątpliwie przyczyniła się pochodząca z Francji Maria Ludwika Gonzaga, druga żona Władysława IV (od 1645), a potem jego brata Jana Kazimierza. Pouczała swoje damy dworu, jak należy się ubierać i jak dobierać dodatki i biżuterię. Prawdziwą rewolucją w modzie stało się zastąpienie alamody suknią odsłaniającą nie tylko szyję, ale też gors. Suknie z wycięciem pozwalającym na pokazanie ramion wzbudziły powszechne zgorszenie i nawet dość liberalny Wacław Potocki pisał:
...ale cały wstyd straciły panny i matrony Gdy na ponęt żądzy wdowy i mężatki Ukazują i piersi, i nagie łopatki
Najmodniejszą ozdobą stał się kanak z pereł – krótki naszyjnik okalający szyję. Współczesny rymopis mocno ubolewał nad tak ogołoconą niewieścią szyją: naga, biedna, zubożała, przy samych perłach się została. Część Polek najwyraźniej zgadzała się z jego opinią, uważając taką biżuterię za zbyt skromną, i wieszała na szyi naszyjniki z połączonych trzech lub nawet czterech sznurków pereł. Część zaś wolała kanaki zmontowane z różnego kształtu rozetkowych ogniwek, barwnie emaliowanych i ozdobionych kamieniami szlachetnymi, do których zakładały osunięte na ramiona noszenia i przypinały do gorsu brosze, a nawet naszywały dawnym zwyczajem pontaliki – misterne klejnociki rozmaitego kształtu. Włosy, w które czasami wplatały drogocenne spinki, osłaniały rodzajem koronkowego szala zastępującego dawny rańtuch, starając się, by nie zasłaniał on złotych kolczyków w formie zwisów z wprawionymi kamieniami o intensywnej barwie (rubinami, almandynami) z przymocowanymi luźno u dołu tzw. trzęsawkami z pereł lub diamentów . Całość wieńczył czepiec lub kołpaczek, który przystrajały szpilką , broszą lub kitką.
Taka obfitość i nagromadzenie ozdób i klejnotów z iskrzącymi się, kontrastującymi kolorystycznie kamieniami bardzo odpowiadały gustowi i poczuciu estetyki polskich pań z epoki baroku.
W kręgach dworskich, wśród bogatych przedstawicielek szlachty, wzorcem była moda francuska, która dopuszczała ekstrawagancję, ale nie tolerowała złego smaku. Wytworne damy jako wykończenie dekoltu sukni preferowały różnego typu zawieszenia i brosze będące kompozycją jubilerską, złożoną z kilku podobnej wielkości kamieni lub z jednym dominującym okolonym mniejszymi.
Moda na strojenie rękawów sukni galantami, czyli ozdobnymi węzłami, kokardami i pętlicami z wstążek, stała się inspiracją do wyrobu biżuterii w formie ażurowych kokard. Podobno pierwszą właścicielką, a nawet autorką projektu takiej broszy była markiza Maria de Sévigné.
Od połowy wieku modną fryzurą były luźno rozpuszczone włosy, czasami skręcone w sprężyste loki, spadające po bokach lub lekko podpięte. Dekoracja i przybranie głowy miały nie tylko nie zasłaniać misternej fryzury, ale bardziej ją wyeksponować. Panie zakładały małe czepeczki , które mocowały do włosów za pomocą spinek w formie rozet, kokard i kwiatów jubilerskiej roboty. Na czubku głowy lub za uchem wpinały wysokie egrety – ozdoby z kamieni szlachetnych w kształcie pióropusza lub gałązki kwiatowej.
Ulubionym klejnotem epoki baroku były na pewno perły – różnej wielkości, często o nieregularnym kształcie, łezkowate, gruszkowate, wydłużone, koliste. Noszono je jako samodzielną ozdobę lub dodatek jubilerski, jako zwisy lub element łączący. Obok wspomnianych wcześniej naszyjników z pereł niezwykle modne były gruszkowate kolczyki oraz manele, czyli bransoletki. Wielką miłośniczką pereł była Maria Kazimiera d’Arquien. W listach do żony hetman Sobieski kilkakrotnie wspomina, sumitując się mocno, że musiał zastawić na poczet niespłaconych długów wielką perłę, z nadzieją, że ku zimie mogłaby się spuścić jaka szkuta na wykupienie...
Ważne miejsce w kulturze barokowej zajmowała biżuteria dewocyjna. Była ona nie tylko widocznym znakiem wiary, ale niekiedy stanowiła również bardzo kosztowny luksusowy wyrób jubilerski. Najpopularniejsze były krzyżyki zawieszane na szyi, które nosiły zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Moraliści zarzucali czasem kobietom, że nadmiernie eksponują krzyż na swojej wydekoltowanej piersi, gorsząc ludzi i obrażając tym samym Boga.
Modne były również zawieszenia w formie czaszki, noszone przede wszystkim przez mężczyzn. Sobieski w liście z 30 lipca 1667 roku, pisanym ze Lwowa do Marysieńki, dziękuje jej za trupią główkę, którą będzie nosić pour la pénitence (za pokutę). Noszono też pierścienie z grawerowanym Ukrzyżowaniem lub symbolami Arma Christi, które jednocześnie miały ochraniać przed zarazą.
Siedemnastowieczne inwentarze dóbr ruchomych, spisywane po śmierci ich właścicieli, zaskakują ilością, różnorodnością i bogactwem wymienianych kosztowności – drogie kamienie, perły, korale luzem i w wyrobach, złote łańcuchy, pierścienie, guzy kontuszowe, kity, manele, kanaki, noszenia, pontale. Nawet przedstawiciele średniozamożnej szlachty zostawiali po sobie niemałą fortunę w klejnotach i złocie. Zbytek szerzył się też wśród mieszczaństwa. Przyczynę takiego stanu rzeczy można upatrywać w fakcie, że wyroby jubilerskie i klejnoty stanowiły najlepszą i najbezpieczniejszą lokatę kapitału. W trudnej sytuacji finansowej mogły być sprzedane lub zastawione, a w razie jakiegokolwiek zagrożenia łatwo ukryte lub wywiezione. Bartosz Paprocki w 1629 roku takich rad udziela młodej mężatce: Łańcuchy i manele tobie się mieć godzi – Bo to nie jest utrata, złoto się przygodzi.
© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone.
stat