Portret rodzinny Jana III,  Henri Gascar, 2 poł. XVII w. ,  Kraków, Państwowe Zbiory Sztuki na Wawelu
Główna Konkurs Moda i obyczaje Ubiory polskie Ubiory obce Tkaniny Słownik Bibliografia Inne
Moda i obyczaje
O gościach i obyczajach
Francuskie ekstrawagancje
Orient na dworze Jana III
Król o wielkim umyśle
Sarmackie twarze Polaków
Higiena
Pompa pogrzebowa w kulturze staropolskiej
Zabytki sztuki namiotnictwa
Pompa pogrzebowa w kulturze staropolskiej
Elżbieta Bełczewska-Załuska
Od zarania dziejów ludzie bali się śmierci, ale, też pragnęli zaakcentować boleść i szacunek dla swych bliskich, którzy odeszli. Odrębną sprawą było podkreślanie wyjątkowości śmierci i pogrzebów władców i innych wybitnych osób. Na przestrzeni wieków obyczaje pogrzebowe wyglądały bardzo różnie, ale gdy chodziło o władców, zawsze były bardzo rozbudowane i bogate. Dość wspomnieć ceremoniał pogrzebowy faraonów – władców starożytnego Egiptu, czy też chińskich cesarzy. Niekiedy obyczaj pogrzebowy przybierał wręcz antyhumanitarny charakter, gdy wielkim zmarłym w ich ostatniej drodze musieli towarzyszyć poddani, by służyć im również na tamtym świecie. Byli oni zabijani albo chowani żywcem. O dziwo w naszym, nowoczesnym świecie przetrwały pewne relikty tamtych okrutnych praktyk. W niektórych rejonach Indii do dziś zmusza się wdowy do wstępowania na stos, na którym mają spłonąć zwłoki ich mężów. Często muszą one ginąć w płomieniach trawiących zwłoki ich mężów. Jest to tzw. zwyczaj sati – oficjalnie zakazany, ale faktycznie nie tak rzadki.
Jak obyczaje pogrzebowe kształtowały się na naszym europejskim gruncie? Nie ulega wątpliwości, że jeszcze za czasów pogańskich przywiązywano wagę do godnego pochówku osób znamienitych. Świadczyć o tym mogą pozostałe do dziś kurhany – miejsca pochówków, w których znajdowano biżuterię i różne przedmioty użytkowe, jak również naczynia z pozostałościami pokarmów. Zmarłych starano się więc zaopatrzyć, we wszystko, co mogło być im potrzebne po tamtej stronie życia. Polska nie była tu wyjątkiem. Sytuacja zmieniła się po przyjęciu przez Europę chrześcijaństwa. Od tego czasu najważniejsze było to, jakie zmarli prowadzili życie, czy było ono godne chrześcijanina, a jeśli nie – to chociaż w obliczu śmierci przychodził moment rozwagi i chęć pojednania z Bogiem.
Bliscy zmarłego mieli za zadanie poprzez modlitwy i pokutę wyjednać mu wieczny pokój i jak najbliższe obcowanie z Bogiem, Jezusem i Matką Najświętszą. Religia pomagała ówczesnym ludziom oswoić się ze śmiercią. Każdy, kto wiódł życie bogobojne i przyzwoite, mógł liczyć na to, że po śmierci trafi do nieba, a w gorszym wypadku do czyśćca, ale na pewno nie do piekła, które uznawano za miejsce straszliwe. Aby zrozumieć, jak ważne dla ówczesnego człowieka było to, w jaki sposób oswoić śmierć, musimy odwołać się do sytuacji, w ówczesnej Europie, nie wyłączając ziem polskich. Nieustanne wojny, które odbierały życie młodym mężczyznom, dość powszechna śmierć w połogu młodych kobiet, brak higieny i wiele chorób dziesiątkujących młodsze i starsze dzieci powodowały, że przeciętna długość życia oscylowała w granicach dwudziestu paru lat. Ludzie, którzy dożywali sześćdziesięciu i więcej lat, stanowili niewielki procent populacji. A zatem na co dzień znacznie częściej i bliżej obcowano ze śmiercią niż w czasach współczesnych, gdy śmierć często spychana jest na pobocze, aby nie straszyła żywych. Nawet najbliżsi nie zawsze są obecni przy umierającym, np. w szpitalu.
W dawnej Polsce najczęściej umierało się w domu, w otoczeniu najbliższych, którzy mogli wysłuchać ostatnich poleceń, pożegnać się i dopełnić wszelkich ceremoniałów religijnych. Wtedy właśnie pojawiło się pojęcie dobrej śmierci. Większość ludzi starała się dążyć, w miarę możliwości, do tego ideału. Znany jest m. in. przypadek Anny Jagiellonki, która wedle jej współczesnych miała taką dobrą śmierć – odchodziła w spokoju, pojednana ze wszystkimi i z ufnością oddawała się w ręce miłosiernego Boga. Osoby, które za życia prowadziły dość kontrowersyjny tryb życia, jak na przykład Władysław IV Waza, w obliczu śmierci także potrafiły się odpowiednio zachować, jego lekarz nadworny relacjonował Najświętszym Sakramentem i extrema unctione podług obrządku kościoła rzymskiego /…/ z wielkim nabożeństwem i konstrykcyją Panu Bogu ducha oddał . Nie jest przy tym istotne, czy byli to ludzie z najwyższych warstw społeczeństwa, czy biedacy, mieszczanie albo chłopi – wszyscy oni starali się o godną, dobrą śmierć. W dawnych wiekach, zwłaszcza w okresie baroku, śmierć jawiła się ludziom jako potężna, okrutna bestia, którą należało oswoić i przebłagać, zanim pożre człowieka. W jaki sposób ludzie starali się to robić? Miało temu służyć słynne łacińskie przypomnienie memento mori, bodaj najpopularniejsza formuła tamtych czasów oraz popularny temat ówczesnych malowideł – taniec śmierci, czy też wydawanie niejednokrotnie szczegółowych dyspozycji dotyczących ceremoniału pogrzebowego.
W wielu krajach Europy ceremoniały pogrzebowe były bardzo rozbudowane i bogate. Ale na tle tych krajów polskie obyczaje pogrzebowe były wyjątkowe i wielce kosztowne. Jeden z cudzoziemskich pamiętnikarzy napisał: W pogrzebach u Polaków tyle jest okazałości i pompy, iż prędzej wziąłbyś je za triumfy niż za pochowanie zmarłych. Pogrzeby ludzi zamożnych, zwłaszcza w okresie baroku, zaczęły przypominać pompatyczne widowiska teatralne. W opinii zdecydowanej większości społeczeństwa pogrzeby wymagały wystawności. Jeżeli pogrzeb był skromny, rodzinę zmarłego posądzano o skąpstwo. Tej swoistej presji środowiska nie oparły się nawet najbardziej znamienite osoby. Jako jeden z przykładów można tu wspomnieć kłopot z pogrzebem matki króla Jana Sobieskiego. Wolą zmarłej było, aby pochować się bez wszystkich ceremonii, jak najubożej. Król, chcąc to uszanować, rzeczywiście sprawił jej taki pogrzeb, ale już następnego dnia wyprawił drugi, niezwykle okazały. Na pierwszym pogrzebie na ubogim katafalku widniał napis: Tak chciała matka, na drugim, bogatym: Tak zdecydował syn. W rodzinie Sobieskich możemy znaleźć jeszcze inny przykład podobnej dwoistości dotyczącej pogrzebu: kiedy w Watykanie umierał średni syn króla Jana III, Aleksander, jego wielkim pragnieniem było mieć skromny pogrzeb. Ale tak się nie stało, pomimo ostatniej woli zmarłego. Ówczesny papież Klemens uznał bowiem, że ze względu na wielkie zasługi Jana Sobieskiego dla chrześcijaństwa również członkowie jego rodziny powinni być po śmierci traktowani wyjątkowo. Nam, ludziom współczesnym trudno jest zrozumieć, że w dawnych czasach od chwili śmierci do pogrzebu upływało sporo czasu, najczęściej kilka miesięcy, a nawet lat. Dlaczego tak się działo? Wiele czasu zabierało powiadamianie krewnych i przyjaciół, przygotowywanie uroczystości i zbieranie funduszy na ten cel. Po pogrzebie zazwyczaj wyprawiano stypy, na których nierzadko dochodziło do zwad, bijatyk i pijaństwa, a wesołość tam panująca przypominała raczej uczty wydawane z innych okazji niż śmierć i pogrzeb. Pijaństwo było zresztą zjawiskiem powszechnym. Z tego okresu pochodzi wierszyk: Za jego duszę upić się muszę. W czasie pogrzebu wygłaszano mowy pogrzebowe i kazania schlebiające zmarłemu i jego rodzinie. Mogły one trwać nawet kilka godzin, nie budząc, o dziwo, sprzeciwu słuchających. Niekiedy były one drukowane i rozdawane żałobnikom.
Niezwykle interesującym i typowo polskim obyczajem towarzyszącym pogrzebom hetmanów i szlachcie służącej w wojsku było tzw. kruszenie kopii. Do kościoła w czasie uroczystości pogrzebowych wpadał na koniu czarny rycerz w pełnej zbroi i przed katafalkiem kruszył kopię i z wielkim hukiem spadał na posadzkę z srogim i ogromnym trzaskiem. Ponieważ kościół był zatłoczony, wjazd jeźdźca na koniu w wielkim pędzie, a często pod wpływem alkoholu powodował ogromne zamieszanie, a nawet sprowadzał niebezpieczeństwo. Wśród żałobników budził jednak nie lada aplauz. Zdarzało się, że do kościoła wpadało kilku jeźdźców, co było tępione przez kler jako niestosowne i nieobyczajne. Kiedy żegnano ostatniego z rodu, kruszono jego pieczęć herbową, a nad grobowcem zawieszano miecz.
Innym obyczajem typowym dla Polski było sporządzanie portretów trumiennych. Przedstawiały one zmarłego jako osobę żyjącą. Zmarłego zazwyczaj przedstawiano w ujęciu do piersi. Portrety malowano na blasze miedzianej, srebrnej i ołowianej. Nie znamy nazwisk malarzy, gdyż najczęściej byli to malarze wędrowni. Ludzie żyjący także zamawiali sobie zawczasu takie portrety. Postacie na portretach często były przedstawiane w strojach podróżnych, uważano bowiem, iż są one w najdłuższej podróży człowieka – podróży do wieczności. Pokaźna kolekcja portretów trumiennych znajduje się w Muzeum Pałacu w Wilanowie.
W czasie uroczystości pogrzebowych portrety umieszczano na czółku trumny. Oświetlone blaskiem wielu świec otaczających trumnę, powodowały wśród żałobników wrażenie, że zmarły z portretu przygląda się im, obserwując, kto naprawdę opłakuje zmarłego, a kto tylko udaje. Portrety te nigdy nie były grzebane razem ze zmarłym. Przed pochówkiem zdejmowano je z trumny i przechowywano w kaplicach domowych albo kościelnych.
Trzeba też wspomnieć o chorągwiach nagrobnych. Pojawiały się one nie tylko na pogrzebach katolickich. Niesione były w kondukcie pogrzebowym, wisiały przy katafalku, a po zakończeniu ceremonii umieszczano je jako epitafium w kościele lub obok kamiennej tablicy czy nagrobka. Wśród przedstawień na zachowanych chorągwiach znajdują się sceny „wiecznej adoracji”, sceny z życia zmarłego oraz herby.
Na koniec trzeba też wspomnieć o jeszcze jednym obyczaju pogrzebowym, który był nie tylko polską specjalnością, choć w Polsce rozwinął się najlepiej i był niezwykle okazały. Mowa o tzw. castrum doloris, czyli rozbudowanej oprawie architektoniczno-scenograficznej.
Castrum dolorisumieszczano w kościele przed ołtarzem, pośrodku nawy lub w kaplicy. Było budowane z nietrwałych materiałów: drewna pokrytego stiukiem, płótnem lub kartonem. Przypominało dekoracje teatralne, pośród których na katafalku spoczywało ciało zmarłego. Wokół castrumczęsto ustawiano figury świętych, kościotrupy, sceny z życia zmarłego, świece. U stóp castrumw barokowej Polsce odgrywano spektakl pogrzebowy – theatrum funebris.
Zdumienie współczesnych ludzi może budzić przepych i bogactwo tego, co wiązało się z ceremoniałem pogrzebowym tamtych czasów. Pomagało to skutecznie podkreślić prestiż i znaczenie rodziny zmarłego. Była to rzecz tak ważna, że w zasadzie nikt się od tego nie uchylał. A że niejednokrotnie na taką oprawę wydawano ostatnie pieniądze i poświęcano dobra materialne rodziny, a nawet zaciągano kredyty – to już inna sprawa. Obyczaj nakazywał godnie pochować zmarłego członka rodziny. Liczył się efekt i niekłamane uznanie w oczach żałobników. Można chyba zaryzykować dość kontrowersyjne twierdzenie, że w dawnej Polsce tzw. pompa pogrzebowa była bardzo atrakcyjna nie tylko dla gawiedzi, lecz także dla możnych tego świata. Stanowiła istotną część ich życia.
© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone.
stat