Portret rodzinny Jana III,  Henri Gascar, 2 poł. XVII w. ,  Kraków, Państwowe Zbiory Sztuki na Wawelu
Główna Konkurs Moda i obyczaje Ubiory polskie Ubiory obce Tkaniny Słownik Bibliografia Inne
Moda i obyczaje
O gościach i obyczajach
Francuskie ekstrawagancje
Orient na dworze Jana III
Król o wielkim umyśle
Sarmackie twarze Polaków
Higiena
Pompa pogrzebowa w kulturze staropolskiej
Zabytki sztuki namiotnictwa
Jan III Sobieski ‒ intelektualista i mecenas kultury
Olga Skoczylas
Króla Jana III Sobieskiego postrzegamy dziś niemal wyłącznie przez pryzmat jego triumfów militarnych, których symbolem jest Odsiecz Wiedeńska. W naszej świadomości utrwalił się marsowy wizerunek króla-wodza, króla-wojownika: konno, w zbroi, w pancerzu stylizowanym na antyczny, w sarmackiej karacenie.
Niekiedy widzimy go jeszcze tak, jak sam lubił siebie przedstawiać: jako króla ziemianina, typowego Sarmatę rozmiłowanego w życiu wiejskim, który w spokoju ziemiańskiego bytowania widzi cel, o jaki walczył na polu bitwy. Uważa się Sobieskiego za jednego z największych wodzów w historii Polski, za „ostatniego wybitnego króla dawnej Rzeczypospolitej”. Legenda nie rozmija się tu z rzeczywistością. Jan III był w istocie utalentowanym dowódcą, po nim oręż polski przez dwa i pół wieku nie mógł poszczycić się równie spektakularnymi zwycięstwami.
O wiele mniej wiemy i rzadziej myślimy o intelektualnych i artystycznych upodobaniach króla, zaliczanego przez jemu współczesnych do najbardziej wykształconych monarchów Europy.
Tymczasem Jan III to postać zaskakująco wielowymiarowa. Nie tylko doskonały strateg czy śmiały polityk, ale również erudyta o szerokich horyzontach i ogromnej rozpiętości zainteresowań, oddany przy tym świadomemu mecenatowi kulturalnemu i naukowemu. Namiętny czytelnik, niemal nigdy nie rozstawał się z książkami i przez całe życie poszukiwał wiedzy, niekoniecznie związanej ze sztuką wojenną i „królewskim rzemiosłem”.
Opisy i relacje, zachowane do dziś pamiętniki i listy, pokazują, że umysłowość króla budziła szacunek. Zaufany dworzanin Jana III, Francuz Philippe Dupont, który spędził na dworze Sobieskich około 30 lat, wspominał w swych Pamiętnikach, że „wielki umysł” polskiego króla obejmował wszystko: wiedzę religijną i świecką, starożytną i nowszą: Son grand esprit embrassait tout: le sacré, le profane, l’antique et moderne. Gottfried Wilhelm Leibniz, niemiecki uczony, wynalazca rachunku różniczkowego, nazwał Jana III „królem, bohaterem i mędrcem” w jednej osobie. Opisywano króla Sobieskiego jako „jednego z najbardziej zainteresowanych nauką i oświeconych władców Europy” – to słowa francuskiego jezuity Philippe Avrila, gościa na dworze króla Jana.
Jan Sobieski odebrał solidne wykształcenie dzięki staraniom swego ojca, Jakuba Sobieskiego, pojmującego edukację jako konieczne narzędzie w służbie publicznej. „Nauka wszędzie człowieka zdobi, i na wojnie, i u dworu, i doma, i w Rzeczypospolitej widzimy to, że ludzie więcej sobie ważą chudego pachołka uczonego aniżeli pana wielkiego a błazna, co go sobie więc palcem ukazują” – pisał w swej instrukcji dla synów, przykazując im szczególnie naukę języków obcych. Jan i jego brat Marek studiowali zatem w Krakowie w szkołach Nowodworskich i na Akademii Krakowskiej, a następnie w Paryżu i Hadze. Odbyli też po Europie wiele podróży, uważanych za niezbędny element wykształcenia i koniecznych dla szlifowania języków obcych.
Języków król Jan III znał wiele – już podczas studiów w Krakowie poznał łacinę, grekę, niemiecki i podstawy tureckiego i tatarskiego. Znał również biegle francuski i opanował podstawy włoskiego, a mając 50 lat, przystąpił do nauki hiszpańskiego, aby czytać również w tym języku, o czym wspomina Dupont.
Odebrana za młodu edukacja i znajomość kilku języków była dla Jana III przepustką do dalszego zdobywania wiedzy. Przez całe życie nie opuszczała go chęć kształcenia się; jego żywy umysł poszukiwał podniety w najróżniejszych dziedzinach kultury, w konwersacjach z uczonymi i w ciągłej lekturze.
Król-bibliofil gromadził i czytał książki w kilku językach, a papież udzielił mu „licencyją do czytania ksiąg zakazanych”. Czytał z pasją, dla przyjemności, i co wiemy z licznych relacji i wspomnień tych, którzy zetknęli się z Janem III, poświęcał lekturze każdą wolną chwilę. Czytał stale i wszędzie, woził książki nawet na wojnę i czytywał w wojskowym obozie, podczas pochodów i kampanii: „W jednej ręce trzymał książkę, w drugiej szablę” – jak barwnie napisał Dupont. Kardynał Leopold Medici opisywał polskiego króla jako przyjaciela uczonych, który czyta książki „w największym ferworze wojennym wożąc je ze sobą”. A były to nie tylko rozprawy dotyczące wojskowości, ale dzieła filozoficzne, historyczne, poezje czy dla relaksu czytywane powieści. Nuncjusz papieski Francesco Martelli relacjonuje słowa króla, który opowiadał, jak wracając z kampanii żurawińskiej, przeczytał historię wypraw krzyżowych i pomyślał, że sam chciałby w podobnej wyprawie wziąć udział. Jak wiemy, historia pozwoliła mu, w przewrotny sposób, ziścić to marzenie – zapisał się na jej kartach jako obrońca chrześcijańskiej Europy przed najazdem niewiernych.
Dupont wspominał po latach, że Jan III lubił czytać z ołówkiem w ręku, zaznaczając ciekawe fragmenty. Miłośnik poezji, cytował z pamięci utwory Jana Kochanowskiego, wielbił Owidiusza i Wergiliusza. Poezja z czasów antycznego Rzymu, a zwłaszcza Bukoliki i Georgiki Wergilego, stanowiła ulubioną lekturę króla, czego wynikiem był współtworzony przez Jana III program dekoracyjny komnat pałacu w Wilanowie, oparty między innymi na Georgikach właśnie.
Zwykł przesiadywać do późnej nocy, pogrążony w lekturze. Czytywali mu też lektorzy; gdy nadeszła z Florencji przesyłka z najnowszymi włoskimi dziełami naukowymi, włoski sekretarz Cosimo Brunetti miał rano i wieczorem czytać królowi wybrane książki, wyjaśniając trudniejsze fragmenty. Gdy w późniejszych latach wzrok króla osłabł, czytywali ma na głos najbliżsi: królowa Marysieńka, poseł francuski Melchior Polignac i bliski królowi ksiądz Vota spędzali długie godziny przy wezgłowiu chorego, uprzyjemniając mu czas lekturą.
Jan Sobieski również chętnie sam pisał, a jego pisane barwnym staropolskim językiem listy do ukochanej królowej Marysieńki i Dziennik pogromu Tatarów na trwałe weszły do kanonu literatury epistolograficznej i pamiętnikarsko-historiograficznej. Pełne życia pióro, trafność sądów, oryginalne spostrzeżenia – to odbicie jego umysłu.
Czytelnicze i bibliofilskie zacięcie króla Jana III sprawiło, że monarcha przez całe życie uzupełniał i wzbogacał swoją bibliotekę. Biblioteka króla warta jest krótkiego choćby opisu, jeśli interesuje nas umysłowość tego, kto książki owe czytywał.
Król Jan III posiadał imponujący księgozbiór, jeden z największych w XVII wieku – bogactwo zgromadzonych ksiąg odzwierciedlało uniwersalny charakter królewskich zainteresowań. Kolekcja obejmowała w zasadzie wszystkie dziedziny kultury: dzieła literackie – antyczne i nowożytne, teologiczne, filozoficzne i publikacje ze wszystkich niemal dyscyplin ówczesnej nauki: prace z zakresu matematyki, nauk przyrodniczych, geografii i kartografii, chemii i astronomii. Co ciekawe, królowi Sobieskiemu nie obce były nowe prądy filozoficzne, których nie przyswoiły jeszcze zastygłe w tradycyjnym arystotelizmie polskie instytucje naukowe. W kolekcji znalazły się wszystkie ważniejsze teksty Kartezjusza, również te wydane po śmierci filozofa, dzieła Malebranche’a, Hobbesa, Pascala, Utopia Morusa.
Król Jan III posiadał liczne dzieła z zakresu sztuki, malarstwa, rzeźby i architektury, prace dotyczące sztuki ogrodowej oraz modne w epoce baroku podręczniki symboliki, emblematyki i ikonologii sztuki. Sporo było książek o mitologii oraz encyklopedii kultury antycznej. Poczesne miejsce w zbiorach zajmowała historia, w tym historia wojen, także tych współczesnych Sobieskiemu – na przykład opisy wojen Ludwika XIV. Jan III posiadał francuski przekład klasycznego tekstu Machiavellego o sztuce wojennej oraz publikacje dotyczące wojskowości, a wśród nich epokowe dzieło Grotiusa De jure belli ac pacis. Zbierał także ilustrowane miedziorytami monografie miast, opisy pałaców, willi i ogrodów, sztychy i plany architektoniczne.
Do zbiorów Jana III weszły książki pochodzące z biblioteki jego pradziada hetmana Stanisława Żółkiewskiego i hetmana Karola Chodkiewicza. Król odzyskał również, dzięki energicznym staraniom, część z zagrabionych przez Szwedów ksiąg z księgozbiorów Zygmunta Augusta, Stefana Batorego i polskich Wazów. Pod koniec życia króla i po jego śmierci spisano 10 katalogów książek z królewskiej biblioteki. Do dziś zachował się zaledwie jeden rejestr, sporządzony w 1689 roku, dokumentuje on jednak tylko fragment ogromnego księgozbioru, liczącego około 7000 tomów. Z całego tego bogactwa do naszych czasów przetrwało jedynie kilka egzemplarzy.
Król Sobieski, podążając za swoimi rozległymi zainteresowaniami, zajmował się wszechstronnym mecenatem kulturalnym – otaczał opieką artystów i uczonych. Trzeba zwrócić uwagę, że mecenasowska działalność wynikała z jego autentycznego zainteresowania sztuką, literaturą i nauką, nie opierała się wyłącznie na ostentacyjnym „sypnięciu groszem”. Był sam żywo zainteresowany pracą tych, których wspierał. Pasjonował się nauką – stąd wsparcie dla uczonych. Cenił sztukę i rozumiał jej rolę w kształtowaniu światopoglądu odbiorców, czego efektem jest opieka nad artystami – królewskim mecenatem zostały objęte zwłaszcza malarstwo, rzeźba, grafika. Z upodobaniem zbierał piękne obiekty rzemiosła artystycznego, stąd jego wsparcie dla rozwoju rzemiosła – król zatrudniał i wspomagał całe rzesze złotników, ceramików, ludwisarzy czy, co oczywiste, wytwórców broni. Wspierał także teatr i zbudował „komedialnię” (salę teatralną) w warszawskim Zamku Królewskim.
Mecenat królewski obejmował zatem architekturę, szeroko rozumiane sztuki piękne oraz badania naukowe, a także, co warto dodać, sztukę ogrodową. Króla i królową Marię Kazimierę łączyła pasja ogrodnicza, a król osobiście projektował i udoskonalał ogrody przy swych rezydencjach. Znamy opowieści o królu własną ręką sadzącym drzewa.
W zajęciach intelektualnych Jan III znajdował wytchnienie od ciężaru obowiązków publicznych. Lubił przebywać w towarzystwie uczonych i ludzi światłych, organizować dyskusje naukowe. Dysputy na dworze króla miały często burzliwy przebieg, Jan III lubił bowiem pobudzać dyskutantów do sporów, podrzucając argumenty i zadając prowokujące pytania. Dla rozrywki zgłaszał sprzeciwy i przychylał się raz do zdania jednej strony sporu, a raz do drugiej. Dupont zwraca uwagę, że król obeznany był z tematyką dysput niemal równie dobrze, jak uczeni, z którymi dyskutował, i jak wspomina, potrafił tak „prostować poglądy”, że każdy po rozmowie z nim „miał jaśniejsze rozeznanie”. Tematy dyskusji wymyślał sam, chcąc lepiej zrozumieć i poznać poszczególne zagadnienia naukowe czy filozoficzne. Tak spędzał czas zwłaszcza pod koniec życia, pragnąc zapomnieć o nasilających się fizycznych dolegliwościach. W dyskusjach tych prym wiedli dwaj wszechstronnie wykształceni dyplomaci duchowni: włoski jezuita Carlo Maurizio Vota i poseł francuski Melchior Polignac, opat Bonportu, przyszły kardynał. Ojciec Vota, zwany czasem „szarą eminencją” Sobieskiego, był jego ulubionym rozmówcą, bez którego król nie mógł się obejść i „umierał z nudów”, nie mając go obok siebie. Vota słynął jako mistrz słownej szermierki, a godnego przeciwnika w dyskusjach miał w błyskotliwym i dowcipnym pośle francuskim. „Ulubioną rozrywką starego króla było prowokowanie tych dwóch namiętnych mówców do sporów, które przeradzały się czasem, ku uciesze króla, w zażarte kłótnie. Kazimierz Sarnecki, dworzanin królewski, wspomina jak to król im „takowe kwestyje zawsze zadawa, że się z sobą czasem poswarzą”. Jedna z dyskusji o miłosierdziu boskim skończyła się tym, że Polignac miał łzy w oczach, ksiądz Vota zaś rzucał scomatis verbis (grubymi słowy), podczas gdy król śmiał się z wywołanej przez siebie awantury.
Z dworem króla Jana związane było grono uczonych z różnych dziedzin – pełnili oni rozmaite funkcje: sekretarzy, matematyków, inżynierów, architektów, astrologów, lekarzy, kapelanów. Niektórzy przebywali na królewskim dworze przez lata, inni utrzymywali z Sobieskim i jego otoczeniem kontakt na odległość. Dwór Jana III był zresztą w ciągłym ruchu, przenosząc się pomiędzy rezydencjami króla w różnych częściach kraju – krąg uczonych rozdzielał się i scalał zależnie od okoliczności. Sobieski nie powołał wprawdzie do życia akademii naukowej, ale jako świadomy mecenas nauki otaczał uczonych swą opieką i wsparciem finansowym.
Król wspierał między innymi badania Jana Heweliusza, astronoma o światowej sławie, którego poznał jeszcze przed elekcją. Odwiedzał czasem jego pracownię i obserwował niebo w jego obserwatorium.
W roku 1677 przyznał Heweliuszowi roczną pensję w wysokości 1000 florenów oraz zwolnił z podatków należące do astronoma browary. (Heweliusz pochodził z rodu gdańskich piwowarów i miał kilkanaście browarów, z których dochód nie wystarczał jednak na finansowanie kosztownych badań naukowych). Gdy pożar zniszczył gdańskie domy i obserwatorium Heweliusza wraz z całym bezcennym wyposażeniem, Jan III dopomógł mu w odtworzeniu obserwatorium. Tym samym umożliwił astronomowi kontynuację badań. Heweliusz w podzięce za pomoc zadedykował królowi swe dzieło Machinae coelestis pars posterior (Machiny niebieskiej część druga). Po zwycięstwie pod Wiedniem, siedem lat później, upamiętnił królewskie imię „wieczystym pomnikiem”: na jego cześć nazwał odkrytą przez siebie konstelację Tarczą Sobieskiego – Scutum Sobiescianum. Jak pisał w liście do króla, tarcza – herb rodowy Sobieskich – chroni liczne ziemie i osłania także naukę, dzięki jej ochronie mogą rozwijać się studia w dziedzinie sztuk wyzwolonych, a zwłaszcza astronomia (cuius validissimo praesidio praeclara artium liberalium studia, cumprimis Urania felicissime gaudet).
Z dworem królewskim blisko związany był wybitny matematyk jezuita Adam Adamandy Kochański – korespondent Leibniza, profesor uniwersytetów w Moguncji, Würzburgu, Florencji i Pradze, znany konstruktor zegarów – jego Mirabilia Chronometrica uważane jest za najstarszy europejski podręcznik zegarmistrzowski. Król powierzył mu wychowanie swoich synów i zaangażował go na stanowisko „królewskiego bibliotekarza” i „królewskiego matematyka” w Wilanowie. Wspólnie z Heweliuszem Kochański skonstruował zegar słoneczny, zdobiący ścianę pałacu Wilanowskiego.
Z królem współpracował także, i z jego mecenatu korzystał, jezuita Stanisław Solski, autor podręcznika matematycznego Geometra i architekt polski, dedykowanego Janowi III Sobieskiemu, a wydrukowanego dzięki jego wsparciu, czy profesorowie Uniwersytetu Jagiellońskiego: Remigian Suszycki, Marcin Winkler i rektor tegoż uniwersytetu Sebastian Piskorski – nauczyciele królewskich synów, „historiograf królewski” Wespezjan Kochowski i Jan Kazimierz Haur, twórca najpopularniejszego w XVII wieku podręcznika rolniczego: Ekonomiki Ziemiańskiej Generalnej. Na dworze Jana Sobieskiego przebywał także uzdolniony lekarz, Bernard O’Connor, autor dwutomowego dzieła o Polsce The History of Poland.
Król, zainteresowany naukami ścisłymi, czytywał najnowsze czasopisma naukowe i doniesienia o odkryciach i wynalazkach. To, o czym czytał, lubił wypróbować i doświadczyć osobiście, stąd w jego kolekcji znalazły się liczne przyrządy i eksponaty naukowe. Obserwował gwiazdy, zamówił też nowy instrument naukowy – mikroskop. Gdy tylko wyczytał w Journal des Savants o skonstruowaniu we Francji „palącego zwierciadła”, już zamawiał podobny przyrząd.
Doceniał przydatność nowych narzędzi w dziedzinie wojskowości i zlecił sprowadzenie lunet polowych oraz polemoskopu – polemoscopium, czyli „wojennowidz”, to prototyp persykopu, wynalazek Heweliusza.
Zainteresowany szczególnie geografią, sam uzupełniał i korygował mapy i należał do pierwszego na świecie towarzystwa geograficznego – Accademia degli Argonauti, założonego we Włoszech . Na liście członków organizacji Jan III figuruje jako protettore dell’Accademia.
Inną dziedziną, którą król Sobieski żywo się zajmował, była architektura; nasz monarcha interesował się zwłaszcza kwestią dekoracji fundowanych budowli.
Król podejmował liczne przedsięwzięcia architektoniczne w całym kraju – w Gdańsku, na terenie rodzinnej Rusi, zwłaszcza w Żółkwi i we Lwowie, oraz w Warszawie, dając zatrudnienie zespołowi architektów, sztukatorów i rzeźbiarzy. Wśród nich godny wzmianki jest wybitny sztukator Giuseppe Bellotti, autor wielu dekoracji w Wilanowie, oraz rzeźbiarz Andreas Schlüter. Wśród architektów warto wymienić Augustyna Locciego, budowniczego Wilanowa, Piotra Bebera i sławnego Tylmana z Gameren. Pracowali dla króla architekci sprowadzeni z Włoch: Carlo Ceroni, Giovanni Battista Colombo, Izydor Affaita i Domenico Martinelli.
Jako wotum wdzięczności za zwycięstwo pod Wiedniem król ufundował kościół i klasztor Kapucynów przy ulicy Miodowej w Warszawie, królowa Marysieńka zaś w tej samej intencji dziękczynnej ufundowała kościół Sakramentek na Nowym Mieście. Królowa poleciła także na pamiątkę Wiktorii Wiedeńskiej zbudować w Warszawie kompleks mieszkalno-handlowy, nazwany od jej imienia Marywilem – był to swoisty odpowiednik dzisiejszej galerii handlowej. Budowla w kształcie pięciokąta mieściła Kaplicę Matki Bożej Zwycięskiej, apartamenty królewskie i lokale wynajmowane kupcom na mieszkania i sklepy.
Sam król brał znaczący udział w procesie budowy i projektowaniu dekoracji wznoszonych budynków, interesując się nawet drobnymi szczegółami i wywierając wpływ na ostateczny efekt artystyczny. Wiemy, że współtworzył wraz z Adamem Adamandym Kochańskim program ideowo-artystyczny swojego ukochanego Villa Nova, pałacu w Wilanowie. Pałac Wilanowski to niewątpliwie najważniejsze dzieło architektoniczne króla, w którym Jan Sobieski widział nie tylko rezydencję, ale też narzędzie politycznego przekazu. Dziś wiele treści zakodowanych w dekoracji pałacu bywa dla nas, przypadkowych turystów, nieczytelne i dostrzegamy wyłącznie ich funkcje dekoracyjne, lecz w istocie każdy szczegół dekoracji, rzeźba czy obraz stanowiły nośnik idei, jakie pragnął przekazać król. elem polityki Jana Sobieskiego było umocnienie władzy królewskiej, niebezpiecznie w owych czasach osłabionej, w czym król widział zagrożenie dla polskiej państwowości. Wilanowski pałac miał stanowić model państwa rządzonego przez mądrego władcę, a dekoracje unaoczniały racjonalność kosmicznego ładu: podporządkowanie świata słońcu, a państwa-królowi. Inspirację stanowił prawdopodobnie „dwór słońca”, opisany w II księdze Metamorfoz Owidiusza, jednego z ulubionych autorów króla. Zestawienie króla Jana z Apollem-Febem, bogiem słońca, patronem nauki i sztuki, staje się w tym kontekście naturalne. Ważnym motywem dekoracji jest także pochwała ideałów sarmatyzmu: zachwyt nad wiejskim, ziemiańskim życiem – pałac to przede wszystkim siedziba Sarmaty, króla ziemianina. Program ideowy, przekaz treści jest charakterystyczną cechą dekoracji barokowych budowli, zawsze zawierających swoisty szyfr.
Sztuka w okresie baroku pełniła bowiem nie tylko funkcję estetyczną, lecz była także środkiem przekazywania i ugruntowywania określonych treści politycznych czy religijnych, z czego król doskonale zdawał sobie sprawę.
Dużą wagę Jan III przykładał do malarstwa i na tym polu jego mecenat miał szczególny wymiar. Im więcej wiemy o poczynaniach Sobieskiego jako mecenasa kultury, tym bardziej doceniamy dalekowzroczność jego zamysłów.
Na swoim dworze w Wilanowie Jan III założył atelier malarskie. Nie poprzestał na sprowadzaniu artystów zagranicznych, ale postanowił wykształcić malarzy polskich. Był to pomysł nowatorski: stypendia dla najzdolniejszych, najlepiej zapowiadających się krajowych artystów. Jan Kazimierz Haur, autor Ekonomiki i dworzanin Sobieskiego, ujrzał wręcz w „królewskiej malarni” zaczątek akademii malarstwa w Polsce i twierdził, że celem wilanowskiej szkoły było wykształcenie własnej narodowej kadry artystycznej, aby „z cudzych krajów” nie trzeba było sprowadzać malarzy: „W Wilanowie pod Warszawą, z fundaciej i pobożności osobliwej Najjaśniejszego Pana szczęśliwie nam panującego znajdują się teraz takie pomienione szkoły, potrzebne, wygodne i chwalebne, skąd dopiero wynikają kunsztu malarskiego w Polszcze arkana (...) dawno tego potrzebowała Polska dla chwały Bożej i dla ułatwienia kosztu i trudności, z cudzych krajów zaciągając takich obrazów, jakoż i mistrzów w podobnej potrzebie, gdy może być teraz jak w domu swoja wygoda, oraz i na sławie swego narodu, aby się swojscy ludzie w tym konszcie ćwiczyli”.
Dzięki królewskiemu „programowi stypendialnemu” w prestiżowej włoskiej Akademii św. Łukasza (Accademia di San Luca) studiował Jerzy Eleuter Szymonowicz-Siemiginowski, najwybitniejszy polski malarz klasycyzującego baroku.
Jego kariera była imponująca: uszlachcony przez papieża tytułem hrabiego Laterańskiego i odznaczony Orderem Złotej Ostrogi, został następnie nobilitowany przez króla. Do kraju powrócił już jako ubrany z francuska „kawaler Eleuter” i objął kierownictwo wilanowskiego atelier. Po śmierci Jana Sobieskiego nadal malował, uzyskał też stanowisko nadwornego sekretarza Augusta II, miał dwór pod Warszawą. Daleka droga od skromnego „malarczyka” spod Lwowa.
Drugim królewskim stypendystą w Akademii był Jan Reisner (Rayzner), także obdarzony tytułem szlacheckim. Obaj zostali przyjęci w poczet członków rzymskiej akademii jako jedyni Polacy w jej dziejach. Prestiż duży: Akademię św. Łukasza uważano do XIX wieku za najlepszą akademię sztuk pięknych w Europie.
Duża część prac Siemiginowskiego uległa zniszczeniu podczas II wojny światowej, przepadły także wykonane przez niego dekoracje królewskich posiadłości na wschodzie. Na szczęście ocalały monumentalne kompozycje alegoryczne i mitologiczne w Wilanowie, dekoracja Gabinetu al Fresco, cztery plafony Pór Roku czy dwie fasety plafonów Wiosny i Lata.
Siemiginowski zasłynął także jako portrecista. Malowane przez niego portrety króla Jana III i jego rodziny dobrze znamy, reprodukowane w setkach opracowań dotyczących króla i Wilanowa, powielane na plakatach. Ich szczególny charakter polega na umiejętnym połączeniu elementów sarmackich i antycznych.
Sarmacko-antyczne obrazy tworzyło na zamówienie króla grono malarzy, często dziś bezimiennych, wiele zleceń otrzymywali także Jan Tricius (Tretko), malarz nadworny poprzednich władców Polski, autor bardzo licznych portretów Sobieskiego, oraz Daniel Schultz.
W pierwszym okresie działalności królewskiej malarni ważną postacią był Claude Callot, malarz pochodzenia francuskiego, wcześniej nadworny malarz króla Jana Kazimierza i Michała Korybuta, wieloletni kierownik wilanowskiej szkoły (to po nim kierownictwo objął później Siemiginowski). Jego dziełem są malowidła w Bibliotece Króla w Wilanowie. W wilanowskim atelier pracował także Michelangelo Palloni, znany włoski freskant, autor fresków zdobiących galerie ogrodowe Pałacu Wilanowskiego, a przedstawiających historię zaślubin Amora i Psyche, według ulubionej przez króla baśni Apulejusza. Wiemy, że król osobiście oprowadzał swoich gości po galerii, opowiadając im szczegóły „Historii Psyche Panny”.
Z dworem Jana Sobieskiego był też związany Marcin (Martino) Altomonte, malarz z Neapolu, specjalizujący się zwłaszcza w scenach batalistycznych – dla króla malował obrazy sławiące jego czyny wojenne, między innymi monumentalne przedstawienie bitwy pod Wiedniem. Jan III, bardzo dbały o szczegóły, prawdopodobnie osobiście pilnował zgodności z realiami; zachowały się szkice Altomontego, na których odwzorowywał detale uzbrojenia czy namioty tureckie.
© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone.
stat