Portret rodzinny Jana III,  Henri Gascar, 2 poł. XVII w. ,  Kraków, Państwowe Zbiory Sztuki na Wawelu
Główna Konkurs Moda i obyczaje Ubiory polskie Ubiory obce Tkaniny Słownik Bibliografia Inne
Moda i obyczaje
O gościach i obyczajach
Francuskie ekstrawagancje
Orient na dworze Jana III
Król o wielkim umyśle
Sarmackie twarze Polaków
Higiena
Pompa pogrzebowa w kulturze staropolskiej
Zabytki sztuki namiotnictwa
Moda i obyczaje na dworze królowej Marii Kazimiery
Monika Janisz
Maria Kazimiera Sobieska była drugą z kolei Francuzką na polskim tronie. Jej poprzedniczką była Ludwika Maria Gonzaga, żona Władysława IV, a następnie Jana Kazimierza. Panowanie obu tych królowych zbiegło się w czasie z ekspansją francuskiej kultury, obyczaju i mody w Europie. Za ich też przyczyną rozpowszechniła się w Polsce moda francuska.
Maria Kazimiera de La Grange d’Arquien, późniejsza pani Sobieska, od dzieciństwa przebywała w bliskim otoczeniu Ludwiki Marii. Jako kilkuletnia dziewczynka znalazła się w gronie dwórek i wychowanic, które przyszła królowa zabrała ze sobą do Polski. Dobre urodzenie i uroda panien otwierały przed nimi możliwość zawarcia świetnych mariaży, a zarazem pozyskanie zwolenników dla politycznych planów Ludwiki Marii. Szczyt kariery w Rzeczypospolitej osiągnęła Maria d’Arquien - żona Jana Zamoyskiego, następnie Jana Sobieskiego, w 1674 r. królowa polska. Marysieńka była najmłodszą z przybyłych do Polski panien. Była córką markiza d’Arquien i Françoise z domu de La Châtre, siostry dawnej guwernantki księżniczki Ludwiki Marii. Po krótkim pobycie w Polsce Marysieńka została wysłana do Francji, gdzie wychowywała się u ciotki, hrabiny de Maligny, i w klasztorze urszulanek w Nevers. Do Warszawy wróciła na początku lat pięćdziesiątych XVII w. i stała się ozdobą dworu królowej.
Dorastając na dworze królewskim i uczestnicząc w jego życiu, Marysieńka miała okazję obserwować, jak szybko polskie damy przyjmowały nową francuską modę. Wzorem i inspiracją była dla nich zarówno sama królowa, jak i przybyłe wraz z nią damy, tworzące jej warszawski dwór. Kiedy Ludwika Maria opisywała w listach swoje wrażenia i obserwacje tuż po przyjeździe do Polski, zauważyła, że witające ją polskie damy były wprawdzie ubrane według francuskiej mody, ale była to moda sprzed lat kilkunastu. O ile krój ubiorów pozostawiał w oczach królowej wiele do życzenia, o tyle zaskoczyło ją bogactwo i różnorodność tkanin, z których były one uszyte, a także kosztowna biżuteria. Z kolei polskie panie z wielkim zainteresowaniem przyglądały się Ludwice Marii i jej francuskiemu otoczeniu. W przeciwieństwie do swoich ojców i mężów, odbywających podróże po kraju i za granicę, nie miały zbyt wielu okazji, by zapoznać się z nowinkami mody. Dopiero kontakt z dworem królewskim otwierał taką możliwość.
W jakich toaletach Francuzki zaprezentowały się polskim paniom? Ich suknie składały się z dopasowanego staniczka o szerokim, owalnym dekolcie, ozdobionym najczęściej pasem koronki lub szeroką jedwabną listwą. Bufiaste, sięgające poniżej łokcia rękawy wszywane były nisko, przez co ramiona sprawiały wrażenie węższych. Zakończony w szpic staniczek zachodził na długą, fałdzistą spódnicę. Oprócz niezwykle modnych i bardzo kosztownych koronek suknie ozdabiano kokardami i rozetami ze wstążek, które umieszczano na rękawach, stanikach i spódnicach. W późniejszych latach suknia, zwana wówczas manteau, była otwarta z przodu i dekoracyjnie upinana na biodrach. Pod manteau noszona była spódnica, którą ozdabiano naszyciami z koronek lub falbanami. Góra sukni była dopasowana, podobnie jak jej rękawy, a widoczną w rozcięciu stanika sznurówkę modelującą sylwetkę zasłaniała trójkątna wstawka- bawet.
Postrzegana jako ekstrawagancka, moda francuska pozwalała na ukazywanie urody kobiecego ciała: szyi, dekoltu, ramion. Owa nieskromność obca była normom polskiej obyczajowości. Nowa moda była swego rodzaju przewrotem, który sięgnął również sfery obyczajowej. Nie wszystkie polskie damy, nawet te z najbliższego otoczenia królowej Ludwiki Marii, odważały się od razu na głębokie, nieosłonięte niczym dekolty czy noszenie odkrytych fryzur, pozbawionych tradycyjnych czepców. Niezwykłe i nieznane większości Polek były niektóre z akcesoriów mody popularnych we Francji, na przykład maseczki chroniące kobiece twarze podczas podróży. Reakcję na takie nowinki opisał w swoim Pamiętniku kanclerz litewski Albrycht Stanisław Radziwiłł (27 lutego 1646):
...w przewidzianym czasie wjechała królowa [Ludwika Maria] do Mławy, gdzie powitała ją miejscowa szlachta, a ponieważ francuskie kobiety używają czarnych masek jedwabnych albo welonów na twarze, prostaczkowie wzięli je za czarnych Etiopów. Nawet jakaś szlachcianka, podpiwszy sobie, rozzuchwalona ściągnęła maski kilku damom spośród fraucymeru królowej. Stąd ich oburzenie, wstyd dla nas; okazała się cała głupota tej kobiety.
Dość szybko jednak polskie damy, które miały okazję zetknąć się na dworze królewskim z Ludwiką Marią, zaczęły naśladować styl ubierania się królowej i jej francuskich towarzyszek. Sama Ludwika Maria, już po krótkim pobycie w swej nowej ojczyźnie, zauważyła w liście do kardynała Mazarina, że Polki spieszą się jak mogą d’imitier nostre habit (15 lutego 1646).
Kiedy w 1674 r. Maria Kazimiera Sobieska wstępowała na tron jako żona Jana III, wpływy mody francuskiej na kobiece ubiory w Polsce były już wyraźnie widoczne. Moda była jednym z elementów kultury francuskiej, która w XVII w. promieniowała na większość krajów europejskich. Francja stała się ważnym punktem edukacyjnych podróży młodych magnatów, między innymi z Polski, na czele z braćmi Janem i Markiem Sobieskimi oraz Bogusławem Radziwiłłem. O tym, że studia paryskie polegały w dużej mierze na zdobyciu ogłady towarzyskiej i dworskich szlifów, pisał w Autobiografii książę Bogusław Radziwiłł:
(...)stanąłem w Paryżu die 16 januarii [1639], wstąpiwszy mimojazdem do Saint Germain, gdziem króla i królową francuską incognito widział, potem zaraz uczyłem się jeździć na koniu u Delafolli, zacnego jeźdźca, szyrmować u Saint Ange, tańcować u De Noyes.
Podczas trzykrotnych długich pobytów nad Sekwaną w latach sześćdziesiątych i początkach lat siedemdziesiątych XVII w. Marysieńka, jeszcze jako żona Jana Zamoyskiego, potem już pani Sobieska, wielokrotnie uczestniczyła we wspaniałych uroczystościach na najbardziej wówczas podziwianym dworze Ludwika XIV, brała lekcje tańca i śpiewu. Mogła również bezpośrednio obserwować przemiany zachodzące w modzie. Już jak królowa sprowadzała z Paryża najnowsze modele sukni i dodatki. Przywoził je dla niej między innymi zaufany dworzanin, François Paulin Dalerac. W 1688 r., podczas powrotu z Paryża przez Wiedeń, spotkała go nieprzyjemna przygoda: został uwięziony pod pretekstem przewożenia pieniędzy dla węgierskich powstańców, a urzędnicy cesarscy rozbili kufry z paryskimi toaletami, które wiózł dla Marii Kazimiery. Marysieńka sprowadzała też francuskie suknie dla Katarzyny Radziwiłłowej, siostry Jana Sobieskiego. W liście do niej biadała nad skrzyniami, które z Paryża przez Gdańsk dotarły do Warszawy niezapieczętowane, z brakami w środku. Zniknęły z nich dwie „robes de chambre”, jak również „pakiet różnych wstążek, koronek białych i czarnych, kitajkowych i gazowych” oraz grzebienie. Na koniec dodawała: „W. Ks. M. peruczka nie dość zdaje mi się ciemna i rękawiczki nie są takie, jakie W. Ks. M. chcesz, czego najbardziej żałuję”.
Sprawy ubiorów i tkanin pojawiają się kilkakrotnie w korespondencji Jana Sobieskiego i Marysieńki jeszcze z czasów przedkrólewskich. W liście Jana Sobieskiego, wysłanym z obozu pod Kockiem 15 lipca 1665 r., czytamy: „Materii błękitnej, jaka na Waszecinym justaucorze, każ Wć popatrzać w Warszawie”. Kiedy zaś Marysieńka przebywała w Paryżu, a Sobieski miał kłopoty ze zdobyciem dla niej pieniędzy, czynił jej małe wymówki: „Piszesz Wć moje serce, że i sukni za co nie będzie wywieźć” (list z Pielaskowic z 30 maja 1668).
Maria Kazimiera, jeszcze jako pani Zamoyska, zwracała się do młodego Jana Sobieskiego z rozmaitymi poleceniami dotyczącymi zakupu klejnotów czy ubiorów. Chorąży koronny obracał się na dworze królewskim, bywał w kupieckim Gdańsku, mógł zatem pomóc wojewodzinie sandomierskiej w koniecznych sprawunkach. Prosiła go na przykład o zakupienie w Gdańsku serwetek, obrusów, holenderskiego płótna, koronek. Towary wybrać miała dwórka królowej, panna de Beaulieu, Sobieskiego zaś prosiła o przysłanie zakupów przez swoich ludzi. Pisała też Marysieńka Sobieskiemu o zakupionych tkaninach, które nie zawsze spełniały jej wymagania, jak czytamy w liście z początku lat sześćdziesiątych XVII w.: „...ale ten kamlot jest okropny; nie wiem, czy nie byłoby lepiej kupić jakiejś szarej jedwabnej tkaniny, która się układa, bo ta jest za sztywna, nie sposób jej nosić”.
Rozrywki, stroje, klejnoty, które tak często pojawiają się w korespondencji Marii Kazimiery z Sobieskim, były dla niej z pewnością rodzajem ucieczki od zmartwień i smutków w nieudanym małżeństwie z Janem Zamoyskim. Jesienią 1659 r. zwierzała się Sobieskiemu: „A teraz nowina, którą się Wć zdumiejesz: uzyskałam u jmp. Zamoyskiego pozwolenie, żeby nie stroić głowy po francusku w same włosy, ale nosić czepek. Znudziły mi się też stare staniczki, kazałam sobie zrobić nowy, bardzo ładny, trochę z krymska zapięty na bakier”. Informacja ta, z pozoru błaha, jest dla nas bardzo interesująca. Wskazuje bowiem, że modne, ubrane z francuska damy przejmowały niekiedy niektóre elementy polskiego ubioru kobiecego, czyniąc w ten sposób swoje stroje bardziej malowniczymi i oryginalnymi. Pamiętać też trzeba, że obszyte futrem kołpaki czy mufki były niezbędne w polskim klimacie, dużo surowszym niż klimat francuski.
Już jako królowa miała Maria Kazimiera na swoim dworze dwanaście pokojowych, z których jedna była Polką, a resztę stanowiły Francuzki. Pokojowe, przebywające w bliskości królowej, opiekowały się jej garderobą i nie bez znaczenia było, że zajmowały się tym Francuzki. Garderobianą Marysieńki była pani Federbe, dawna pokojówka Ludwiki Marii. Prócz francuskich pokojowych nad wyglądem królowej czuwał fryzjer Clairemont, którego Maria Kazimiera sprowadziła z Paryża, gdzie był tak modny, „że się żadna dama nie śmiała pokazać u dworu, nie będąc przez niego fryzowaną”.
Maria Kazimiera z pewnością była na dworze królewskim wyrocznią mody. Sekundować mogły jej rodzone siostry: Maria Ludwika, żona francuskiego posła, markiza de Béthune, wraz z którym przebywała w Warszawie w latach 1676-1681, oraz Anna Maria, żona Jana Wielopolskiego, kanclerza wielkiego koronnego. Gaspard de Tende, francuski szlachcic, dworzanin Jana Kazimierza, potem sekretarz ambasadora Francji, biskupa Forbin-Jansona, pisał w swojej relacji o Polsce:
Kobiety z dobrego towarzystwa ubierają się i fryzują prawie wszystkie z francuska, zwłaszcza jeżeli bywają na dworze, i nawet na starość nie przestają się stroić i nosić jaskrawych sukien. Bardzo lubią piękne suknie, najmodniejsze materie, koronki, muszki, wstążki, czepki, rękawiczki, ładne buciki i w ogóle wszystko, co sprowadza się z Francji i sprzedaje za drogie pieniądze; i byleby nie musiały płacić gotówką, dają taką cenę, jakiej się od nich żąda. W ten sposób kupcy francuscy, którzy zawsze znajdą sposób na uzyskanie zapłaty, wzbogacają się tu z łatwością. Sprzedają oni łokieć wstążki, który kosztuje piętnaście sous w Paryżu, za talara, a łokieć polski jest o połowę krótszy niż francuski.
Wzorowanie się na fasonach paryskich było jednak w rozległej Rzeczpospolitej bardzo utrudnione, zarówno z powodu ograniczonych możliwości prowincjonalnych krawców, jak i niewielkiej dostępności modnych toalet. Niemniej kiedy oglądamy zachowane portrety trumienne, na wielu z nich daje się zauważyć dążenie do uczynienia swego stroju modnym: czy to przez nieco większy wykrój dekoltu i ozdobienie go koronką, czy też modny czepeczek na ufryzowanych włosach. Na podstawie zachowanych inwentarzy ruchomości możemy przypuszczać, że wiele z uwiecznionych na portretach trumiennych sukien było przerobionych z dawniejszych ubiorów. Poprzez powierzchowne przeróbki starano się dostosować je do wymogów aktualnej mody. Odzież, podobnie jak klejnoty, bieliznę osobistą, stołową i pościelową dawano córkom w wyprawie ślubnej, aby zaopatrzyć je na całe życie, albo przynajmniej większą jego część. Ubiór uszyty z cennej tkaniny przekazywano z pokolenia na pokolenie, a kiedy stawał się już zupełnie niemodny, ofiarowywano go do kościoła lub klasztoru, gdzie był wykorzystywany do szycia szat liturgicznych.
Panowanie francuskich królowych u boku Władysława IV, Jana Kazimierza i Jana III nie spotkało się w Rzeczypospolitej z uznaniem. Brak politycznej akceptacji dla większości poczynań Ludwiki Marii i Marii Kazimiery przekładał się na negatywną ocenę przemian obyczajowych związanych z ich osobami. Wszystko to znalazło swój wyraz w literaturze satyrycznej i moralizatorskiej, która szczególnie uderzała w kobiety, obarczane winami za wszelkie niepowodzenia Rzeczypospolitej oraz zepsucie obyczajów. Pod tym pojęciem rozumiano nie tylko hołdowanie obcej, nieskromnej i rujnującej mężowskie majątki francuskiej modzie, ale również początki emancypacji kobiet, która w dużej mierze dokonywała się za sprawą królowych Francuzek, i to zarówno w sferze prywatnej, jak i publicznej.
Początków przemian obyczajowych należy szukać we Francji, gdzie w pierwszej połowie XVII w. powstał nowy kodeks towarzyski, przyznający kobietom szczególne, uprzywilejowane miejsce. W wąskim kręgu elit, bywających w kilku sławnych domach arystokratycznych, zrodziła się teoria i praktyka obyczajności zwana honnêteté. Ogromną rolę odegrał tu paryski „błękitny pokój” (la chambre bleu), stworzony przez Katarzynę de Vivonne, markizę de Rambouillet. Markiza zawdzięczała swą sławę nowemu, wyrafinowanemu stylowi bycia, który za jej sprawą przyjęła elita francuskiej arystokracji. Markiza opuściła dwór królewski, którego nie lubiła i uważała za wulgarny i prostacki, i otoczyła się eleganckim towarzystwem, któremu sama nadawała ton. W jej komnatach rozmawiano o literaturze, poezji, osiągnięciach ówczesnej nauki, oddawano się lekturom i grom towarzyskim. Narodziły się tu formy literackie i wyszukany język, które z czasem zaczęto nazywać stylem „precjozyjnym”, a jego reprezentantki zyskały sobie miano „precjozystek”. Markiza de Rambouillet szybko znalazła wiele naśladowczyń. Częstym gościem spotkań u markizy de Rambouillet była księżniczka Maria Gonzaga de Nevers, przyszła królowa Polski, która wkrótce po przyjeździe do Warszawy stworzyła tu własny „cabinet”, miejsce towarzyskich i uczonych spotkań. Mieścił się on na Zamku Królewskim, w północno-wschodnim skrzydle od strony Wisły, tuż obok sypialni królowej.
Przejęcie przez Polki modnego francuskiego stroju i fryzury było zatem tylko wstępem do dalszej i skomplikowanej lekcji form towarzyskich, pielęgnowanych w paryskich salonach. Na dworze Ludwiki Marii i Jana Kazimierza damy zaczęły intensywniej uczestniczyć w życiu towarzyskim, dla ich uciechy urządzano liczne rozrywki: łowy, bale, maskarady i przedstawienia teatralne. Jan Sobieski czynił nawet wyrzuty Marii Kazimierze, że myśli „jeno o balach, baletach, komediach, cadeaux, ruelach etc.”. Nie spodobał się też w Polsce, zapoczątkowany przez markizę de Rambouillet, zwyczaj spoczywania na łożu dam podczas przyjmowania wizyt. Podążając za tą modą, Maria Kazimiera nabyła w czasie pobytu w Paryżu na początku lat sześćdziesiątych XVII w. łoże z baldachimem z karmazynowego adamaszku. W paradnym łożu, otoczona damami dworu, przyjmowała również pierwsze wizyty po elekcji Jana Sobieskiego na króla Polski. François-Paulin Dalerac, dworzanin pokojowy królowej Marii Kazimiery, przybyły do Polski pod koniec 1679 r., zaznaczał w swych Pamiętnikach, że w okresach sejmów napływało do Warszawy wiele dam, które towarzyszyły królowej przy ceremoniach i bankietach, wieczorami zaś gromadziły się w jej pokoju, nawet wtedy, gdy królowa z węższym gronem przebywała w swym gabinecie. Zebrania towarzyskie w kobiecym gronie wzbudzały nawet zazdrość Jana Sobieskiego, który w jednym z listów pisał do Marysieńki: „Konwersacyja też białychgłów Wci sercu memu zawsze była milsza niżli moja” (1 grudnia 1672).
Nie tylko nowe zwyczaje, jakie zapanowały na dworze królewskim, ale również kobieca moda stały się poważnym problemem i tematem pism moralizatorskich, satyr oraz rozważań kaznodziejów. W Polsce piętnowano od dawna przede wszystkim przepych i wymyślność strojów, teraz przedmiotem ataków stała się przede wszystkim nieskromność francuskiej mody. Przykładem tego jest satyra Nowe zwierciadło modzie dzisiejszego stroju akomodowane damom polskim Jakuba Łącznowolskiego, a także wiele utworów Wacława Potockiego czy Projekt na francuskie mody w Polszcze Wojciecha Stanisława Chruścińskiego. Ten ostatni, krytykując szerzenie się francuskich wpływów podczas panowania Jana III, ganił również styl życia ówczesnych kobiet:
Tęskno jej w domu, nie wspomni o igle,
Myśl ją lub w pole wabi, lub na figle.
Bez konwersacje obejść się nie może,
Żadnej bez męża nie puści podroże.
A rzadko która z miłości to czyni,
Ażeby zdrowia mąż szanował przy niej;
Bardziej domowe zbrzydziwszy zabawy,
Żeby się mogła nasycić Warszawy.
[...]
Już gdziekolwiek się mąż tylko wybierze,
Żona najpierwsze miejsce przed nim bierze,
Sejmu żadnego pewnie nie opóźni,
A gdy mąż z królem w zdaniu się poróżni,
Ona też mając w głowie swe prywaty
Insze z królową umawia traktaty.
Tradycjonaliści i moraliści pozostawali nieprzejednani wobec francuskiej mody, dekoltów, trenów, nieosłoniętych czepcami włosów, obnażonych ramion. Z krytyki mody i stylu życia uczynili oręż w walce politycznej, upatrując w rozrzutności i hołdowaniu cudzoziemskim modom źródeł nieszczęść, które trapiły Rzeczpospolitą.
Stopniowo jednak francuska moda zdobyła sobie zwolenniczki nie tylko wśród dam z kręgu dworu królewskiego, magnatek i mieszkanek największych miast polskich, ale także wśród mniej zamożnych szlachcianek zamieszkujących rozległe ziemie Rzeczypospolitej.
© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone.
stat