Synowie króla Jana Sobieskiego: Aleksander, Konstanty i Jan, artysta nieokreślony, 1685, Muzeum Narodowe w Krakowie
Główna Konkurs Dziecko Ubiory dziecięce Moda XVII w. Moda XVIII w. Moda XIX w. Tkaniny Rekonstrukcje Inne
Dziecko
Sztuka babienia
Biżuteria dziecięca XVII–XIX wieku
W poszukiwaniu dziecięcego głosu i uczuć
Śladami szczęśliwego dzieciństwa
Od dobrego wychowania do elementarnego kształcenia
Ambasadorki mody - lalki „pandory”
Barbie – kariera najsłynniejszej lalki świata
Meble dziecięce
Po drugiej stronie lustra
Zabawy i zabawki
Od uroków i dla ozdoby. Biżuteria dziecięca XVII–XIX wieku
Karolina Tołysz
Tradycja wiary w moc amuletów sięga czasów prehistorycznych. Amuletem mógł być kamień, róg, kość zwierzęca czy fragment rośliny. Najważniejsze było jego działanie ochronne oraz magiczne. Miał on bowiem zabezpieczać osobę noszącą go przed czarami, chorobami i wszelkim otaczającym go złem. Tak bowiem tłumaczono sobie niezwykłe choroby, szerzące się przez tysiące lat i dziesiątkujące ludzką populację. Dawna medycyna była wobec nich bezsilna. Wiara w magiczne działanie różnych przedmiotów niezależna była od statusu osoby noszącej amulety. Przez tysiąclecia w ich moc wierzyli zarówno rządzący jak i poddani, ludzie wykształceni oraz prości. Dlatego też do dzisiejszego dnia zachowało się wiele takich obiektów zarówno w zbiorach muzealnych, jak i w ikonografii. Prócz materiałów z których amulety były wykonane, ważną była także forma i wygląd tych przedmiotów, które w większości przypadków przybrały postać biżuterii. To, co dziś, nie znając kontekstu historycznego nazwać możemy często dziwnym w wyglądzie wisiorkiem, naszyjnikiem czy pierścionkiem, kiedyś było cennym amuletem. Cennym zarówno w wymiarze emocjonalnym, jak i materialnym. Wśród osób otaczanych szczególną ochroną były małe dzieci. Ich życie było niezwykle ważne zarówno dla rodziców, jak i szerzej dla przetrwania całego społeczeństwa. Właśnie dlatego amulety przez tysiące lat nieodłącznie towarzyszyły dzieciom. W wieku niemowlęcym zdobiły ich kołyski, a w późniejszym stawały się ich ozdobami oraz zabawkami chroniącymi przed wszelkim złem.
W czasach potęgi starożytnej Grecji i Rzymu wiara w ich działanie była już tak duża, że o magicznym działaniu minerałów i roślin pisano w traktatach m.in. Naturalis historia Pliniusza Starszego (23 r. n.e.–79 r. n.e.). Nic więc dziwnego, że przeświadczenie o ich mocy przeniknęło do wieków kolejnych. Szczególną ochroną otaczano kobiety w ciąży oraz dzieci. Dla przykładu umieralność niemowląt w Anglii na przełomie XVI i XVII w. w ciągu pierwszego roku życia wynosiła ok 12%. Według badaczy 36% dzieci umierało przed ukończeniem sześciu lat, a 24% w wieku od siedmiu do szesnastu. Na setkę dzieci, które przeżyły poród, 60 zmarło przed ukończeniem 16 roku życia.
Sytuacja na Wyspach Brytyjskich nie była zjawiskiem odosobnionym. Wysoka śmiertelność wśród dzieci dotykała rodziny bez względu na ich pozycję społeczną i pochodzenie. Jednak najwięcej informacji dotyczących umieralności dzieci dostarczają nam badania najwyższych warstw społecznych. Bardzo dobrym przykładem jest obraz ze zbiorów Hessisches Landesmuseum w Kassel, autorstwa niemieckiego malarza Augusta Ericha (1591-1670). Dzieło namalowane w latach 1618-1628 przedstawia Landgrafa Moritza von Hessen-Kassel wraz z drugą żoną Juliane Gräfin von Nassau-Dillenburg oraz czternaściorgiem dzieci. Spośród dwadzieściorga dzieci Landgrafa do dwudziestego roku życia przeżyło tylko jedenaścioro. link
Na gruncie polskim warto wspomnieć o królu Zygmuncie III Wazie (1566-1632), który z pierwszą żoną, Anną Habsburżanką miał pięcioro dzieci. Tylko jeden syn, znany jako Władysław IV Waza dożył dorosłości. Jego matka zmarła wykrwawiwszy się podczas poronienia. Druga żona Zygmunta – Konstancja Habsburżanka urodziła siedmioro dzieci. Tylko jedno przedwcześnie zmarło. Z kolei król Jan III Sobieski (1629-1696) i Maria Kazimiera d’Arquien mieli jedenaścioro dzieci. Tylko czworo dożyło wieku dorosłego.
Postęp nauki w dobie oświecenia i rozwój medycyny w kolejnych wiekach nie wyeliminował problemu wysokiej umieralności wśród dzieci. Na podstawie przeprowadzonych badań dotyczących XIX-wiecznego Poznania wiemy, że śmiertelność niemowląt „[…] stanowiła ponad 10% wszystkich zgonów […]. Martwe urodzenia stanowiły w parafii farnej ogółem 3% spośród odnotowanych zgonów […]. Kobiety często umierały z powodów powikłań okołoporodowych. Umieralność okołoporodowa w całym okresie reprodukcyjnym wynosiła 8,6%, gdy tymczasem na wsiach wielkopolskich z tego okresu wynosiła aż 25% […]”.
Jak pisał Ryszard Wincenty Berwiński w swojej książce wydanej w 1862 r. „Mniemanie takie o przyczynie chorób, od którego się cała teurgiczna [magiczna, K.T.] terapia datuje, sięga głęboko w czasy Braminizmu, a w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, było tak pospolite, że nader rzadko zdarzało się wtedy, ażeby przeciw jakiej chorobie środków lekarskich używano; lecz tém, częściej opatrywano chorych modlitwami, relikwiami, paciorkami, wodą święconą, woskiem z paschalu, itd.”.
Amuletum było zatem jednym ze sposobów by uchronić niemowlę a potem małe dziecko od złego. Wszelkie talizmany miały magiczny charakter, a ową magię potęgowały materiały z których były wykonane. Im droższe, tym potężniejsze miały działanie. Do oprawy stosowano srebro i złoto, które wzmacniały siłę apotropaiczną (gr. apotrópaios – odwracający zło). Niezwykle ważne były też cenne kamienie oraz symbolika i kształt amuletu. Według duchownych chrześcijańskich wiara w moc amuletów była grzechem przeciw pierwszemu przykazaniu, co wyraźnie podkreśla decyzja o wykluczeniu z kościoła osób noszących amulety podjęta pod koniec IV w. przez synod w Laodycei. Nakaz ten nie ukrócił praktyk magicznych stosowanych przez chrześcijan, dlatego biskup Izydor z Sewilli (560 – 636) uznał magię za sztukę diabelską, Ars daemonorum. „Pycha sztuk magicznych została przejęta od przewrotnych aniołów”. Tymczasem, jak pisze ks. Paweł Wygralak, „Celem praktyk magicznych było zdobycie panowania nad przyrodą, biegiem wydarzeń człowieka. Już z tych założeń wynika, że praktyki magiczne nigdy nie będą do przyjęcia przez chrześcijanina, który swoją ufność pokłada w Boskiej Opatrzności”. Pomimo to ludzie w trosce o życie oraz zdrowie ciężarnych kobiet i małych dzieci, wbrew sprzeciwowi ojców kościoła, kontynuowali wiarę w moc talizmanów. Prosty człowiek „Mienił się katolikiem, a jednocześnie swoje mniej czy bardziej ważne decyzje uzależniał od wyniku wróżb, nosił amulety i talizmany […]. Dla starożytnych duszpasterzy taka postawa świadczyła o stopniowym uzależnianiu się od magii, co interpretowano jako oddanie się w niewolę diabła i utratę łaski sakramentu chrztu świętego. W ten sposób, zdaniem Ojców kościoła, chrześcijanin na nowo stawał się poganinem”.
Wobec olbrzymiej śmiertelności położnic i niemowląt oraz dzieci, ludzie byli bezsilni przy ówczesnym poziomie wiedzy medycznej. Swoje żniwa zbierał koklusz, szkarlatyna, gruźlica, różyczka, dyfteryt zwany inaczej błonicą, tyfus oraz dżuma zwana „morową zarazą”. Nie można zapomnieć też o syfilisie. Choroby weneryczne siały spore spustoszenie w społeczeństwie. Często powodowały śmierć płodu, kalectwo u dzieci które przeżywały poród czy nawet ich śmierć. „Wiadomo, że na „sekretną” chorobę cierpiał Władysław IV i to odbiło się na jego żonie i dzieciach. Cecylia Renata po szczęśliwym pierwszym rozwiązaniu, drugą urodziła córeczkę Mariannę, […] która zmarła po miesiącu. Kiedy była kolejny raz brzemienna nie czuła się dobrze […]. W końcu „urodziła” syna ale już martwego i z twarzą nieco nadżartą przez zgniliznę”. Królowa Cecylia Renata kilka godzin później zmarła.
Modlitwy i ufność w dzieło Boga były dla ludzi zbyt małą ochroną, i właśnie dlatego modły wspierały amulety. Jak pisał Ryszard Wincenty Berwiński „Przesądy, gusła i czary mają w sobie pierwiastek wiary religijnéj, z tą jednak od urzędowej różnicą, że pierwiastek ten nie jest legalny i dla tego stanowią one jakoby stronę ujemną, jakoby opozycyą przeciw owéj „chierarchii kościelnej [pisownia oryginalna, K.T.]”. Jak pisał folklorysta „To co dziś przesądem, gusłem i zabobonem nazywamy, ponieważ dziś jeszcze wiarę u pewnych ludzi znajduje, mogło być niegdyś dla wszystkich ludzi artykułem wiary prawowitej, dopóki wiary téj nie pokonało objawienie i nie okazało, że jest ona fałszywą, błędną i występną, ponieważ cześć boską wyrządzać kazała demonom, które ukryte były w bałwanach po boźnicach pogańskich. Jakoż istotnie pisarze katoliccy i ojcowie kościoła wprost i bez ogródki twierdzili, że te demony, czarty, odbierali od Greków, Rzymian i wszystkich innych pogan cześć należną Bogu i że, nawet po objawieniu oni to łudzą i zwodzą świat fałszywemi cudami, t.j. czarami”. Wiara w owe czary była tak mocna, że nie wyparły jej ani zakazy, ani grzmienie z ambon. Chodziło wszak o przeżycie potomków, którzy zaopiekują się rodzicami na starość. O przeżycie dziedzica w linii męskiej, zwłaszcza u rodów panujących co było gwarantem sukcesji tronu. Toteż przede wszystkim o chłopców w rodach królewskich, szlacheckich, mieszczańskich troszczono się najbardziej. Dzieci chroniono przed złymi duchami, złym spojrzeniem, chorobami i kolkami. Przed „złym powietrzem”, truciznami, Cyganami, a przede wszystkim czarownicami. Ludzie nie umieli wytłumaczyć sobie w inny sposób faktu, że dziecko nagle chorowało albo nie rozwijało się poprawnie. Dlatego starali się chronić je za pomocą amuletów. Ilość talizmanów jaka była używana do ich ochrony była różna w zależności od regionu i bogactwa rodziny. Tam, gdzie panowali starożytni Grecy i Rzymianie, ich tradycja przeniknęła do kolejnych pokoleń. Na terenie Włoch i Hiszpanii, za sprawą olbrzymich wpływów tradycji arabskiej i żydowskiej, zwyczaje te nawet się nasiliły. Amulety stosowane były w całej Europie, jednak przełom nastąpił w 1517 r. wraz z pojawieniem się luteranizmu. Jedną z jego zasad jest odrzucenie kultu Matki Boskiej oraz świętych. Luteranie, a wraz z nimi inni przedstawiciele kościołów protestanckich, mogą wspominać i naśladować świętych oraz Bogarodzicę, ale modlić się mogą jedynie do Jezusa Chrystusa. Sprawiło to także, że odrzucono stosowanie dewocjonaliów, a przy okazji również amuletów ochronnych. Jedyną ochroną dla położnic i ich dzieci miała być modlitwa. Zatem w krajach, w których protestantyzm zastąpił katolicyzm nie znajdziemy amuletów oraz dewocjonaliów.
W krajach katolickich największą ilość różnych amuletów znaleźć można na południu Europy. W Hiszpanii dzieci nosiły Cinturón de amuletos (hiszp. pas z amuletami) był to pasek materiału, ozdobny łańcuch srebrny lub złoty, czy jedwabna wstążka, do których doczepiane były amulety i dewocjonalia. Jedwabne, szerokie pasy często zdobione były haftem i zapinane z tyłu na szereg guziczków. Na dolnym brzegu pasa doszywano metalowe koluszka, do których dołączano wiszące na długich łańcuszkach czy wstążkach amulety i przedmioty kultu religijnego. Cinturón noszone były niezależnie od statusu materialnego dziecka. Jednakże najpiękniejsze i najcenniejsze należały do dzieci królewskich oraz przedstawicieli rodów szlacheckich. Tylko wysoką warstwę społeczną stać było na niektóre bardzo rzadkie amulety. Przykłady takich ozdób można dziś oglądać na zachowanych portretach dziecięcych. W roku 1602 hiszpański malarz Juan Pantoja de la Cruz (1553–1608) sportretował Infantkę Ane Marie Mauricię de Austria (Annę Austriaczkę).
Wspaniały warsztat malarski pozwala nam ze szczegółami obserwować wszystkie detale ubioru, dodatków oraz sposobie ich noszenia. Dziewczynka przyozdobiona została bardzo dużą ilością amuletów nałożonych na białe, jedwabne wstążki. Jedna ze wstążek przewiązana jest na wysokości piersi a do niej dołączono dwie kolejne nałożone na ramiona na wzór szeleczek. W miejscu ich krzyżowania się powieszono dwa duże relikwiarze, oprawione w złoto z emaliowanymi na biało koluszkami, przez które przełożono złote kółeczka. Te są jedynie dogięte, a nie lutowane na stałe, co umożliwiało nakładanie wisiorów na paski czy łańcuchy. Relikwiarz po lewej stronie oglądającego ma kształt prostopadłościanu, w którym wszystkie ścianki są szklane lub kryształowe, a rama konstrukcyjna złota. W środku znajduje się czerwone serduszko prawdopodobnie wykonane z materiału, obszyte złotą taśmą na brzegach. Widnieje na nim na białej taśmie wypisane imię „Ana”. Po prawej stronie infantka ma drugi relikwiarz w kształcie serca. Gładka oprawa przyozdobiona została delikatną złotą taśmą być może ze skręconych dwóch drucików tworząc „warkocz”, bądź piłowaną. Na wzorzystym materiale o barwie ciemno zielonej i złotej leży fragment relikwii. Całość przykryta jest płytką z wypukle szlifowanego kwarcu w kształcie serca. Na piersi dziewczynki pomiędzy dwoma relikwiarzami wisi sporych rozmiarów krzyż. Zawieszony został na wstążce okalającej szyję, a przełożonej pod ozdobnym kołnierzykiem. Złoty krzyż o prostych ramionach wysadzany jest diamentami z Indii, do początku XVIII w. była to jedyna lokalizacja dostępna i znana Europejczykom. Na początku XVII w. szlifierze kamieni wykorzystywali w obróbce naturalny układ krystaliczny kamieni, stąd też prócz kamieni o przekroju tabliczkowym, widzimy kamienie o kształcie wydłużonego heksagonu, tworzących w centralnej części wzór krzyża, obramowanego bordiurą z kamieni o kształcie kwadratów. Wyroby o podobnych fantazyjnych szlifach diamentów nie były wyjątkiem. Pięknym i zachowanym przykładem jest katalog biżuterii należącej do Albrechta V Bawarskiego i Anny Austriaczki arcyksiężnej Austrii i księżnej Bawarii. Katalog powstał w 1553 r., a jego autorem jest niemiecki malarz Hans Mielich (1516-1573). Ponieważ blask szlifowanych diamentów jest bardzo duży to w malarstwie renesansowym i na początku XVII w. kamienie te malowano w kolorze czarnym. Wykorzystanie diamentów do wyrobu o charakterze religijnym miało też podtekst magiczny. Kamienie te, wedle tradycji, miały zapobiegać działaniu trucizn, chroniły przed strachem i szaleństwem. Pomiędzy centralnym krzyżem i relikwią w kształcie serca wisi malutki, prosty krzyżyk diamentowy oprawiony w złoto. Mała Infantka w ręce trzyma rozwidlającą się gałązkę korala, która służyła jej za gryzak. Wokół pasa dziewczynka przepasaną ma kolejną białą wstążkę, na której przywieszone zostały następne amulety. Od prawej zobaczyć można szablę dzika przytrzymaną trzema obręczami, do których dołączono trzy łańcuszki. Połączone zostały w górnej części jednym większym koluszkiem. Za szablą wisi obok misternie i bardzo bogato rzeźbiony figuratywnie złoty dzwonek, kolejno zobaczyć możemy bullas zwany też bollas – magiczną kulę wielkości mandarynki wykonaną ze złota pokrytego czarną i białą emalią tworzącą kształt płatków. Prawdopodobnie amulet ten był otwieralny. Obok zawieszona została pokaźnych rozmiarów higa, także oprawiona w złoto emaliowane w stylu pasującym do bullas. Ostatnim amletem jest triagulo-romboide. Jest to zielony kamień w kształcie rombu w złotej oprawie. Takie amulety wedle tradycji miały być stosowane przez alchemików i uczonych oraz chronić przed epilepsją.
Dla badacza ciekawym źródłem jest obraz Bartolomé Gonzáleza y Serrano (1564–1627) przedstawiający „Portret infanta Don Fernando de Austria” (Ferdynand Habsburg) z 1618 r. link
Mały chłopczyk ubrany został w dziecięcą sukienkę, typową w tamtych czasach dla dzieci obu płci. Dziecko na piersi przypięty ma duży, bogato kameryzowany diamentami złoty krzyż o prostych ramionach. Przyszły arcybiskup Toledo przepasany jest dwukrotnie w talii grubym złotym łańcuchem o prostych owalnych ogniwach. Oczka do zawieszania amuletów są bardzo duże, aby przechodził przez nie podwójny łańcuch. Dzięki temu zabiegowi łańcuchy tworzą wizualnie gruby sznur. Na cinturón nałożone zostały takie amulety jak rozwidlona, wypolerowana gałązka korala, łapa borsuka (szczególnie modna w Hiszpanii), na długim łańcuszku o tym samym splocie co cinturón i podwójny łańcuch na piersi, sięgającym poniżej kolan wisi złoty dzwonek. Za nim wisi bezoar oraz chwycony trzema opaskami na trzech łańcuszkach szabla dzika. Nieco dalej sporej wielkości kryształ kwarcu o ładnej krystalizacji, a na samym końcu wisi prawdopodobnie higa z gagatu zasłonięta rączką dziecka Wszystkie amulety oprawione w złoto przytroczone do paska tworzą komplet kompozycyjny. Każdy prócz dzwonka ozdobiony został czarno-białą emalią. Pozwala nam to przypuszczać, że ten cinturón wykonany został w całości w jednej pracowni złotniczej.
Kolejnym portretem z podobnym zestawem amuletów jest obraz Hiszpana Santiago Morána (1571–1626) ukazujący Infantkę Margaritę Franciscę (dziewczynka dożyła tylko do 6 roku życia) córkę króla Felipe III de España (Filipa III Habsburga) ze zbiorów Museo del Prado. link
W tym przypadku infantka dzierży w dłoni przedmiot, który w pierwszym momencie przypomina berło. Jest to jednak bardzo długa, złota ozdobna grzechotka z dzwoneczkami. Dla bezpieczeństwa, aby nie została zgubiona, zabezpieczona została długim łańcuszkiem doczepionym do pasa z amuletami. Pusta w środku grzechotka prawdopodobnie zakończona gwizdkiem, wykonana była tak, by małe dziecko mogło ją swobodnie podnosić. Grzechotka Infantki była wyjątkowo długa w porównaniu z zachowanymi obiektami z tego okresu oraz przedstawionymi na obrazach.
Wiele sportretowanych dzieci ma przeróżne kombinacje amuletów w ciekawej oprawie. Niezwykłym przykładem są dwa obrazy pędzla Flamanda Fransa Luycxa (1604–1688), który był malarzem na dworze cesarza Ferdynanda III w Wiedniu. Oba obrazy dzieli 15 lat. W roku 1636 sportretowana została młodziutka Arcyksiężna Mariana de Austria przyszła Reina consorte de España (Maria Anna Austriacka królowa Hiszpanii) i jej brat, przyszły król Fernando IV de Hungría (Ferdynand IV Habsburg).
Księżniczka ma dwa złote paski z amuletami. Kibić otacza pas z segmentów nitowanych ruchomo, w których obsadzone zostały dużych rozmiarów karneole, jaspisy, onyksy. Pas wieńczy segment o kształcie serca, prawdopodobnie z karneolu. Co dwa segmenty wiszą długie łańcuszki, a przy nich różne amulety. Ten sam pas ma na portrecie półtoraroczny Erzherzog Karl Joseph von Österreich (Arcyksiążę Karol Józef) sportretowany w 1651 r.
Do kompletu, w tych samych barwach i konstrukcji co pas, wykonano bransoletę którą widać na nadgarstku chłopca. Pas z amuletami Arcyksiężnej przekazany Karlowi Josephowi wzbogacony został o kilka amuletów, które pierwotnie miała przypięte do drugiego z pasów przełożonego przez ramię. Przy pasie arcyksięcia wisi złoty dzwonek, borsucza łapa w emaliowanej oprawie, gryzak z kryształu górskiego też bogato zdobiony złotem i emalią, dwa okrągłe amulety jeden z nich to prawdopodobnie krążek z gagatu oraz koralowa higa. Wspomniane portrety są dobrym przykładem na to, że wewnątrz rodziny Habsburgów przekazywano drogie amulety.
Tradycja hiszpańskich amuletów wraz z kolonizatorami przeniesiona została do Ameryki Północnej. W Los Angeles County Museum of Art (LACMA) znajduje się meksykański obraz z 1750 r. przedstawiający Kobietę Morisca z dzieckiem albinosem.
Praca ta nawiązuje do typu malarstwa Casta popularnego w XVIII i XIX w. na terenie Nueva España (Nowej Hiszpanii) przedstawiającego potomków osób różnych ras. Mała dziewczynka w ręku trzyma gryzak w białym kolorze, być może wykonany z masy perłowej oprawiony w złotą tulejkę. Przywieszony jest na chabrowej wstążce okalającej szyję i przyozdobiony takimi samymi frędzlami. Na piersi wiszą dwa medaliony, jeden okrągły w złotej oprawie z wizerunkiem postaci, drugi wisi na ozdobnych koralikach i okolony jest różowymi frędzelkami. Na prawym ramieniu dziecka przywiązany został brązową wstążką złoty medalion bądź relikwiarz w kształcie serca okolony ażurową złotą oprawą wykończoną błękitnymi i czerwonymi frędzelkami. Do niego na czarnych koralikach lub tasiemce wisi duża gagatowa higa w złotej oprawie.
Osoby ubogie, które nie mogły pozwolić sobie na cinturón z amuletami oprawionymi w złoto czy srebro, zastępowały je pasami z haftowanych materiałów do których doszywano metalowe oczka. Jedwabny sztywny pas przyozdabiany był dowiązanymi do niego na kolorowych wstążkach amuletami w kształcie buta, liścia, ryby, serca, książek. Amulety te wykonane z barwnych tkanin ozdabiano haftem i koronką. Materiałowe książeczki usztywniane kartonem prawdopodobnie miały w środku karty z fragmentem Ewangelii. Formy takie jak cylindry, serca czy rybki wpychane były ziołami i ziemią. Materiałowa rybka miała zastępować srebrną ozdobę w kształcie przypominającą błysk wędkarski – el péz articulado – ruchomą rybkę składającą się z segmentów, która wedle tradycji miała dziecku pomóc w nauce mówienia. Medaliony religijne tworzono oprawiając miedzianą taśmą drukowane barwnie karty z wizerunkami świętych i zabezpieczając je szklanymi szybkami. Srebrne i złote dzwonki zastępowano ceramicznymi i cynowymi. Przykład takiego pasa z przełomu XVIII i XIX w. znajduje się w Museo de Creencias y Religiosidad Popular del Pirineo Aragonés. Cinturón de amuletos, pas z amuletami dzieci ubogich, Museo de Creencias y Religiosidad Popular del Pirineo Aragonés
W zbiorach austriackich znajduje się wiele pasków z amuletami zwanych fraisenkette bądź fraiskette. Słowo fraisen potocznie określało stany gorączkowe lub padaczkę, wskazuje to na ochronny charakter tych ozdób stosowanych do XIX w. Były to taśmy najczęściej z czerwonej wstążki lub sznureczka, do którego doczepiane były amulety. W egzemplarzu przechowywanym w Volkskundemuseum w Graz możemy znaleźć znane już z hiszpańskich cinturón gagatową higę jedynie przewierconą u góry i nanizaną na czerwony sznureczek, okrągły koralik z bursztynu, srebrny owalny medalion, cztery serduszka, w tym dwa czarne w ząbkowanej oprawie srebrnej i jedno oprawione w kolorze zielonkawym. Kryształ kwarcu przytrzymany srebrną czapeczką rozdziela serduszka. Do taśmy dowiązana została także oprawiona gałązka korala lekko tylko wyrównana, tak aby nie kaleczyła dziecka. Kolejny doczepiony został okrągły medal przedstawiający popiersie Jana Chrzciciela oraz postaci, której opis na obrzeżu jest nieczytelny. Do sznureczka dołączony został też prosty gwizdek zakończony gryzakiem z kła lub kości. Przymocowane były do niego maleńkie dzwonki. Kolejnym amuletem jest okrągły czerwony koralik oraz przedmiot, który w pierwszej chwili przypomina ozdobną poduszeczkę wykonaną z wzorzystego materiału o motywie kwiatowym, obszytym brązowym i beżowym kordonkiem tworząc koroneczkę. Amulet ten to breverl. Na różnych fraisenkette możemy też spotkać tzw. Occhio di Santa Lucia, długie tulejki metalowe, w których tkwią pędzle z lisiej kity, amulety z zębów zwierzęcych i kopalnych zębów rekina. Były wśród nich także serduszka wykonane z kopalnego koralowca oprawionego w srebro zwane verschreiherz, które miały przyciągać powodzenie i szczęście oraz neutralizować zło. Amulet ten typowy był dla krajów alpejskich oraz terenu Bawarii.
Amulety stosowano także na terenie Polski, przykład widzimy na portrecie dziecięcym Stanisława Bogusława Leszczyńskiego z 1682 r.
Nieznany nam malarz przedstawił przyszłego króla Polski i księcia Lotaryngii oraz Baru. Chłopiec na obu nadgarstkach nałożone ma czerwone bransoletki wykonane z dużych kulek korala przekładanych o połowę mniejszymi perełkami. W prawej dłoni młody Stanisław trzyma złotą grzechotkę–gryzak. Długa, pusta w środku tuleja przechodzi w spłaszczony nodus ozdobiony bogato dekorowanymi skrzydełkami. Do nich doczepione zostały na ruchomo gruszkowate dzwonki. Nodus zakończony jest pierścieniem, w którym zakuty został łukowaty pazur. Mógł być także wykonany z kości słoniowej lub masy perłowej. Miał służyć jako gryzak dla ząbkującego dziecka. Takie grzechotko–gryzaki były również formą amuletu.
Poszczególne typy amuletów miały chronić dziecko w różny sposób, w zależności od tego jaką miały formę i z czego zostały wykonane. Cenionym amuletem do dzisiejszego dnia jest koral zarówno w naturalnej formie gałązki, jak i obrobiony. Koral szlachetny (łac. corallium), a w szczególności koral czerwony (łac. coralium rubrum) od czasów prehistorycznych traktowany był jako amulet. Arabska nazwa garal oznacza kamień amuletowy. Według Owidiusza koral powstał z krwi Meduzy zbitej przez Perseusza:
A Persej wodę czerpie i krew z dłoni ściera,
Aby zaś Wężowłosej piasek nie uwierał,
Wodorosty rozściela znalezione w morzu
Na nich głowę Meduzy kładzie jak na łożu,
Nie chcąc, by córa Forka twardej dotknęła ziemi.
Żywa jeszcze roślina z korzonki świeżemi,
Z wężowłosej poczwary czarów siłę tajną,
Przejmuje w liść a w prątki twardość nadzwyczajną.
I na innych roślinach także samej siły,
Z zdumieniem i radością nimfy doświadczyły,
I nasiona na morskie rozrzuciły fale.
Odtąd przeszła ta własność w nadobne korale:
I ledwie je powietrze świeżym przejmie tchnieniem,
Ziele w morzu, nad morzem staje się kamieniem.
Wierzono w to, że koral przejął część mocy Meduzy, a dzięki temu posiadał siłę chronienia noszącego go człowieka przed urokami, demonami, furiami, sukubami, inkubami oraz zjawami. Chronił także przed wypadkami, aktami przemocy, truciznami, opętaniem, bezpłodnością, a przede wszystkim przed złym okiem. Symboliczny był też sam kolor czerwony, bardzo rzadki w przyrodzie, dlatego traktowany był jako silna tarcza przed złem.
Koral miał też moc uzdrawiania. Zmniejszał stres i lęki, redukował stany nerwowe. Był też symbolem bogactwa i wysokiego statusu społecznego. Dlatego też korale wieszano nad kołyskami, a przyszłe matki często dostawały go w prezencie. Jedną z cech korali była utrata ich barwy i połysku jeśli noszone były na szyi przez chore dziecko. Wiara w tą cechę przetrwała do naszych czasów. Małe dzieci nosiły corallium w przeróżnych formach. Mogły to być zwykłe bransoletki jak na wspomnianym już portrecie Stanisława Bogusława Leszczyńskiego. Bardzo często korale przekładano perełkami lub złotymi kuleczkami, czego przykładem może być naszyjnik noszony przez Europę, najmłodszą z sióstr Safonisby Anguissoli (1532–1625), sportretowanej na obrazie „Gra w szachy” z 1555 r. Taki sam naszyjnik zobaczyć można na szyi jednej z córek Moritza von Hessen-Kassel. Przykłady naszyjników można mnożyć wspominając choćby „Portret dziewczynki” Carlo Ceresa z lat 1630-1635 czy o kilka stuleci późniejszy portret Manueli Gutiérrez z roku 1838 pędzla meksykańskiego artysty José Maria Estrady (1810-1862).
Korale noszono także w formie długich naszyjników przełożonych przez ramię na wzór szarfy, co dość często można zaobserwować na portretach dziecięcych z XVII w. Zdarza się, że sznury są nawet trzy, czego przykładem jest portret pędzla holenderskiego malarza Wybranda Simonsza de Geest (1592–1661) przedstawiający „Chłopca trzymającego papugę” ze zbiorów Private Collection Rafael Valls Gallery w Londynie.
Mały chłopiec w odświętnym stroju przez ramię przełożone ma trzy sięgające pasa naszyjniki z okrągłych korali, na których przewieszono duży złoty medal. Do kompletu na nadgarstkach ma koralowe bransoletki. Włoskim przykładem jest portret Anny Camilli Barberini namalowany w 1630 r. przez Ottavio Leoniego (1578–1630). Dziewczynka w sukni w stylu hiszpańskim, prócz dwóch brosz w formie rozety zdobiących brzeg zewnętrznych rękawów i paska z trzema mniejszymi rozetkami, ozdobiona została bransoletkami z kulek koralowych. Na szyi ma krótki naszyjnik o nieco większej średnicy, a przez ramię przełożony długi naszyjnik sięgający bioder, o dwukrotnie większej średnicy niż w bransoletkach.
W zielniku Stefana Falimirza wydanym w 1534 r. w Krakowie pod tytułem Hortus sanitatis, o ziołach i o mocy ich przeczytać możemy „Corallus […] czyrwone w których dziurek nie masz najlepsze są. Kto go nosi sny straszliwe odpędza. Grzemienie, albo pioruny wiatri i insze nawalności oddala i broni od okrutnych zwierząt. Wrzodom które bywają na ślezionie albo ieliciech pomaga. Dziąsła niezdrowe ulecza, rany zgniłe wyciera […]. A iżby dzieci nie miały niemocy św. Walentego, tedy iako richło z żywota wynidą pierwej niźli czego usty swoiemi ukruszą tego korala czyrwonego wziąwszy […] zetrzeć go i w usta dziecięciu włożyć a niechaj go połknie albowiem jest k temu bardzo dziwno pomoczen”.
Lecznicza i magiczna moc korala wykorzystana była w wyrobie gryzaków, które przez wieki towarzyszyły małym dzieciom. Musiały być dość lekkie, ale i proste w konstrukcji aby małe, ząbkujące dziecko nie zrobiło sobie krzywdy i nie pokaleczyło dziąseł. Ponieważ twardość korala w 10 stopniowej skali Mohsa wynosi 3-4 materiał ten idealnie nadaje się do tego celu. Jest na tyle twardy, że nie ukruszy się w ustach dziecka. Jedną z form gryzaka są wygładzone poprzez szlifowanie i polerowanie surowe gałązki korala szlachetnego. W większości przypadków górna część gałązki była lekko podfrezowana, aby ułatwić zaciśnięcie na niej „czapeczki” srebrnej lub wykonanej ze złota. Oprawa srebrna zazwyczaj była bardzo prosta, czasami wzbogacona o wypiłowanie pilnikiem brzegu oprawy w ząbki oraz lekkie podgrawerowanie. Rzadziej zdarzały się większe zdobienia jak np. ozdobna kryza czy nalutowanie na górę „czapeczki” ozdobnych liści do których dolutowane było koluszko pozwalające przełożyć gryzak przez wstążkę czy łańcuszek. Bogate zdobienia zazwyczaj wykonywane były przy złotych oprawach gałązki korala. Pięknym przykładem może być zachowany gryzak z Museum für Angewandte Kunst w Kolonii. Datowany na około 1600 r., pochodzi prawdopodobnie z Niemiec lub Hiszpanii. Gryzak koralowy, ok. 1600, złoto, koral, 7,5 x 6,2 cm, Museum für Angewandte Kunst, Kolonia, nr inw. Nr. G 1021 CL
Złota „czapeczka” udekorowana została podwójną kryzą ozdobioną czarną emalią malarską. Szeroka przestrzeń między kryzami pokryta jest emaliowanym delikatnym ornamentem liniowym o charakterze floralnym. Rant „czapeczki” tworzy ażurowy wzór liści, wzbogacony grawerowaniem imitującym żyłki. „Czapeczkę” wieńczy żłobkowane koluszko i przełożone, ale tylko dogięte większe, które można po jego odgięciu połączyć z ogniwem łańcucha.
Kolejnym typowym przede wszystkim dla Włoch, a zwłaszcza dla terenu Sycylii i Neapolu amuletem koralowym jest tzw. Cornetto (wł. róg, rogalik), który ma formę rogu wyprofilowanego z gałązki korala. To typowy amulet przynoszący szczęście (wł. Corno portafortuna). Współcześnie amulet ten przybrał kształt czerwonej papryczki ze srebrnym lub złotym wykończeniem w kształcie płaskiej „czapeczki”.
Korale stosowano również w grzechotkach, często ofiarowywanych dzieciom w prezencie na chrzciny. Ich forma niemal nie ulegała przekształceniu przez setki lat, o czym świadczy fragment traktatu pedagogicznego Emil, czyli o wychowaniu wydanego w 1762 r. autorstwa Jeana Jacquesa Rousseau (1712–1778) myśliciela, pisarza i pedagoga. „Nie umiemy już w niczym być prości, nawet w stosunku do dzieci. Grzechotki srebrne, złote, koralowe, ze rżniętego kryształu, cacka wszelakiej ceny i wszelakiego rodzaju; ileż bezużytecznych i zgubnych przygotowań! Odrzućmy to wszystko. Żadnych grzechotek, żadnych cacek: gałązki z owocami i liśćmi, makówka, w której szeleszczą ziarnka, laseczki lukrecji, którą może ssać i żuć, zabawią je równie dobrze jak owe wspaniałe błyskotki, nie posiadając złej strony przyzwyczajenia dziecka do zbytku od samego urodzenia”. Autor nie docenił cech praktycznych tego „przedmiotu zbytku”, które sprawiły, że do dzisiejszego dnia ozdobne grzechotki i gryzaki towarzyszom niemowlętom.
Grzechotki w okresie XVII–XIX wieku miały kilka form. Pierwsza najczęściej spotykana jest na terenie Hiszpanii. To grzechotki zoomorficzne. W większości przypadków wykonane były w srebrze i częściowo złocone. Sonajero (hiszp. grzechotka) mają wielkość od ok. 5 x 7 do ok. 21 x 7 cm. Najczęściej nadawano im kształty łukowato wygiętej syreny, jaszczurki, lwa lub słonia. Grzechotki z przedstawieniem syreny najczęściej spotykane były w Extremadura, León, Katalonii oraz na nabrzeżu. Bardzo piękny przykład takiego zabytku pochodzi z Museo Sorolla w Madrycie. Grzechotka sonajero o kształcie syreny, Museo Sorolla, Madryt
Jest to grzechotka z XVIII w. w kształcie syreny wygiętej w kształt litery „u”, która odziana została w delikatną szatę sięgającą bioder i odsłaniającą nagie piersi. Na szyi ma ozdobny naszyjnik, a na głowie bogatą koronę zakończoną pokaźnych rozmiarów kulą. W prawej dłoni trzyma lusterko, a lewą wykonuje gest czesania włosów. Ogon syreny z fantazyjnie zakrzywioną płetwą ogonową ozdobiony jest łuskami. Postać syreny jest repusowana w cienkiej blasze srebrnej, prawdopodobnie metodą opisaną przez Bonvenuto Celliniego (1500–1571) w Traktacie o sztuce złotniczej i rzeźbie, a nazwanej metodą Caradossa (Cristoforo di Giovanni Matteo Foppa, 1452–1527): „Było zwyczajem Caradossa aby zrobić mały model woskowy w kształcie, który chciał by miała jego przyszła praca. Gdy starannie zakończył modelowanie i wypełnił wszelkie podcięcia, zarzeźbienia, odlewał ten model w brązie we właściwej grubości; następnie wykuwał kawałek cienkiego złota, jakby listek […]. Następnie wykuwał Caradossa tą złotą blachę w nieco wypukły kształt, zmiękczał w żarze i nakładał na ów model z brązu i puncynami właściwych rozmiarów […] starannie odwzorowywał kształt swej figury”.
Do figury syreny zamocowane zostały 4 dzwonki w kształcie żołędzi. Piąty znajduje się na trójkątnym pozłacanym elemencie łączącym oczko do nakładania sonajero na pasek i dwa ozdobne, segmentowe łańcuchy, na których podwieszona jest syrena. Dzwonki poza oczywistą funkcją jaką jest przyciąganie uwagi dziecka, mają także zabawiać i poprawiać koordynację ruchów. Jednak w omawianym okresie XVII–XIX w. miały jeszcze jeden cel, dźwięk dzwonków miał odstraszać od dzieci wszelkie zło i czarownice. Potęgowały tą właściwość także gwizdki, takie jak przylutowany do ogona syreny srebrny, złocony gwizdek w kształcie tulei. Liczba dzwonków nie jest przypadkowa, numerologia w Europie znana i praktykowana była od czasów Pitagorasa, a sięgała do niej także kabała, którą praktykowali żydzi sefardyjscy zamieszkujący przez długi czas Hiszpanię. W wiedzy ezoterycznej liczba pięć to symbol męskości i miłości, reprezentuje także pięć zmysłów. W kulturze chrześcijańskiej zaś przedstawia ilość ran Chrystusa. W Hiszpanii znajdują się także zabytkowe grzechotki zoomorficzne z siedmioma dzwonkami. Liczba siedem także ma bogatą symbolikę, to symbol cyklu – siedem nut, siedem kolorów tęczy, siedem dni tygodnia. Zarówno w tradycji chrześcijańskiej, jak i hebrajskiej, jest siedmiu archaniołów, a Bóg stworzył świat w ciągu siedmiu dni. Chrześcijanie mają także siedem sakramentów.
Drugi typ grzechotek popularny był w całej Europie. Przykładem takiej jest wspomniana wcześniej grzechotka–gryzak Stanisława Bogusława Leszczyńskiego z 1682 r. Konstrukcja tej zabawki – amuletu nie zmieniła się przez parę stuleci. Można zaobserwować ją zarówno na „Portrecie matki z dziećmi” z 1565 r. pędzla austriackiego malarza Jacoba Seiseneggera (1505–1567), jak i na „Portrecie rodziny Copley” sportretowanej w 1776 r. przez amerykańskiego malarza Johna Singletona Copleya (1738–1815).
Górna część tulei najczęściej zakończona była gwizdkiem. Ustnik mógł być zarówno gładki, jak i trybowany floralnie. Poniżej znajdowało się duże oczko do przekładania przez nie wstążki lub łańcucha, na którym dziecko nosiło przytroczony przedmiot. Najczęściej przewiązywane były w pasie, ale równie często złote i srebrne łańcuchy przełożone były przez ramię na wzór szarfy.
Było to zabezpieczenie przed zgubieniem niezwykle cennego przedmiotu. Kolejno występowało przewężenie przechodzące w talerzyk, do którego dolutowane były koluszka, a przez nie przełożone dzwonki w kształcie kolistym czy żołędzi. Tulejka mogła być ozdobiona kilkoma skrzydełkami, niejednokrotnie bardzo bogato zdobionymi z oczkami, do których na ruchomo nakładane były dzwonki. Walec grzechotki zazwyczaj zakończony był ładnie wyprofilowanym brzegiem w kształt ząbków. Całość wieńczył gryzak wykonany z pojedynczej gałązki korala, masy perłowej, kości słoniowej, a nawet z kryształu górskiego. Wariacji na temat grzechotko–gryzako–gwizdka było wiele.
Mogły być bardzo proste w całości wykonane w metalu, czego przykład widoczny jest na portrecie Johanny de Geer-Trip z córką Cecilią z roku 1661 autorstwa Ferdinanda Bola (1616–1680), a znajdującym się w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie.
Innym razem zakończony jest gryzakiem z kryształu górskiego, jak na obrazie z Muzeum Narodowego w Gdańsku przedstawiającym rodzinę holenderskiego malarza Jana van Noort (1620–1676).
Pięknym i niezwykle ekskluzywnym przedmiotem była grzechotka wykonana w technice złotego filigranu z Rijksmuseum w Amsterdamie zakończona kryształowym gryzakiem. Wykonana została w latach 1685–1700.
Zdarzało się, że gryzakiem był też kawałek kości, róg czy pazur zwierzęcy i takie też np. wilcze osadzano w tulejkach grzechotek. Miały za zadanie odpędzanie złych duchów, a przez swój falliczny kształt były także symbolem płodności i męskości oraz siły fizycznej. Ciekawym amuletem dziecięcym jest znajdujący się w posiadaniu Zamku Królewskiego na Wawelu złoty, około 5 cm wisior w kształcie ptasiej nogi pokrytej czarną emalią żłobkową tworzącą wzór łuski rogowej. Palec zakończony został pazurem z barwionej kości w kolorze soczystej zieleni i wsuniętej w złotą tuleję. Z drugiej strony zakończony został owalnym, spłaszczonym nodusem i koluszkiem służącym do zawieszania amuletu. Jest to typowy amulet przeznaczony do ochrony chłopców przed „złym okiem”
Wraz z nadejściem rewolucji przemysłowej najstarsza zabawka na świecie, a zarazem amulet uległa rozpowszechnieniu i przekształceniu. Co prawda grzechotki występowały u ludzi każdego stanu, ale najbiedniejsi mogli pozwolić sobie jedynie na zabawki wykonane z drewna, ceramiki czy cyny. Srebrne i złote grzechotki o fantazyjnych kształtach, projektowane przez złotników i przekazywane z pokolenia na pokolenie trafiały wyłącznie do rąk szlachty i bogatego mieszczaństwa. W XIX w. na rynek trafiają niedrogie wyroby wykonane z cyny, alpaki czy z żelaza. Były często srebrzone-platerowane. Wytłaczane były z matryc co spowodowało, że poszerzyło się ich wzornictwo i zmniejszył koszt wykonania. Zarówno tanich grzechotek, jak i tych wykonanych w srebrze. Masowa produkcja i import spowodowały również zmianę mody. Grzechotki przybierać zaczęły kształty pajaców i klaunów, zwierzątek: piesków, kaczuszek, kotków, misiów, a także koszy z kwiatami, aniołków czy bębenków. Zazwyczaj wyposażone były w dwa lub trzy małe dzwonki. Pojedynczy dzwonek dotąd znany w formie klasycznego płaszcza z sercem przybiera formę ozdobnej puszki zdobionej np. tłoczonym wzorem króliczka nałożonej na pierścień z kości słoniowej służący za gryzak. Stopniowo, na skutek postępu w medycynie i nauce grzechotka traciła swoje magiczne właściwości, przestając być symbolem i ograniczając swoje funkcje wyłącznie do zabawy i pomocny w rozwoju dziecka.
W XVII-wiecznej Hiszpanii amuletem, który można było kupić nawet w aptekach była cała łapa borsuka, zwierzęcia z rodziny łasicowatych (łac. Meles meles), która miała według ówczesnych moc uzdrawiania. Tradycja arabska dawała borsuczej łapie podobnej przez długość palców do otwartej ludzkiej dłoni moc ochrony przed złym okiem. Z tego względu łapa z pazurami chwycona była od góry srebrną lub złotą obręczą na kształt mankietu i podwieszona na długim łańcuszku do cinturón, pasa z wieloma różnymi amuletami. Oprawy zwykle proste w przypadku amuletów dla dzieci królewskich stawały się małym dziełem sztuki ze złota pokrytego barwną emalią.
Strach przed czarownicami oraz tzw. „złym okiem” był równy w całej ówczesnej Europie. Jego początki sięgają starożytności. Jak pisał Berwiński w 1862 r. „O istnieniu jego w Grecyi wspomina Plutarch (Sympos. V.7) i Pliniusz (H.N. VII. 2), gdy mówiąc o Thibijczykach, powiadają, że biegli byli w czarowaniu za pomocą dotknięcia, ochucnięcio i wzroku. U Rzymian nazywał się taki urok: fascinum lub fascinatio […]. Sam Cicero w niego wierzył i twierdził, że szkodliwą tę własność rzucania uroków posiadały oczy, opatrzone podwójną źrenicą. Wątpliwości więc nie ulega żadnej, że pospolity dziś u nas zabobon, wspólny mamy ze starożytnymi Rzymiany. Czy stamtąd dostał się i on do Polski? Rozstrzygnąć stanowczo nie umiem, zwłaszcza, gdy go na wschodzie rozpowszechnionym znajduję. Powiada Kłokocki w swojej Monarchii tureckiej Rykota, 1678, str. 148: że w krajach wschodnich jest zrozumienie, iż się znajdują ludzie, co z przyrodzenia wzrokiem czarują”. O zjawisku „złośliwego wzroku” wspominał także badający zwyczaje wsi polskich etnograf i folklorysta Oskar Kolberg (1814–1890): „Otóż polega ono na nieświadomym działaniu na szkodę bliźnich jak i zwierząt […], a nawet przedmiotów – za pomocą spojrzenia”, jednak wierzono również, że małe dziecko zwłaszcza gdy niemowlę było bardzo ładne, mogło być poddane działaniu złego spojrzenia zaraz po urodzeniu przez zazdrosną osobę. Zapobiec temu miał kolejny amulet szczególnie modny we Włoszech i Hiszpanii. Była to higa w Polsce zwana figą, a na Sardynii manufica. Jeden z najstarszych amuletów ochronnych, którego rodowód sięga Bliskiego Wschodu. Symbol ten znany w Egipcie i Anatolii, często spotykany był w starożytnym Rzymie. Znak dłoni chroniącej osobę go noszącą miał różne formy. W krajach arabskich jest to tzw. Ręka Fatimy, w kulturze żydowskiej – Ręka Myiam. Europejska higa ma kształt zaciśniętej dłoni z kciukiem wystającym między palcem wskazującym, a środkowym. Symbol figi miał podtekst seksualny, dlatego w okresie średniowiecza został zakazany przez kościół katolicki. Jednocześnie jedną z pamiątek przywożonych przez pielgrzymów z Santiago de Compostella jest właśnie figa z gagatu. Hiszpańskie złoża gagatu występują głownie w Asturii czyli w pobliżu Camino de Santiago – Drogi św. Jakuba. Azabache (hiszp. gagat) pochodzi od arabskiego słowa azzabag. Znany jest także pod nazwami jet i dżet pochodzącymi z Francji. Od czasów antycznych wierzono w magiczne i lecznicze właściwości gagatu. Najstarszą wzmiankę o azabache spotykamy u Pliniusza Starszego „Jest on czarny, gładki, pumeksowaty, niewiele różniący się od drzewa, lekki, kruchy, w roztarciu tęgiego zapachu […]. Będąc palonym wydaje siarczysty zapach. Rzecz dziwna zapala się wodą, gasi olejem. Tym sposobem wypędza węże; sprawia też ulgę w dławieniach macicznych. Przez kadzenie odkrywa chorobę kaduczną i dziewictwo. Tenże sam kamień ugotowany w winie leczy zęby a pomieszany z woskiem wole. Pseudo Orfeusz w swoim dziele Kamiennik (Lithika) podaje, że gagat mógł wywołać tzw. świętą chorobę, epilepsję, która miała pokazać kto jest wybrańcem bogów. W kontekście zdrowotnych właściwości gagatu warto wspomnieć o pracach Izydora z Sewilli, arcybiskupa i świętego, Stefana Falimirza autora pierwszego polskiego zielnika Hortus sanitati, O ziołach i o mocy ich czy Alberta Wielkiego (1200–1280) teologa, dominikanina, świętego i znawcy botaniki oraz alchemii. Lekarz Bendudaris z Saragossy żyjący na przełomie XI i XII w. zalecał wieszanie na szyi dziecka gagatu, miał on chronić je przed „złym okiem”: „en España se ponen los azabaches al cuello de los niños para librarles del mal de ojo”. Gagat jako substancja pochodzenia organicznego – bitumiczna odmiana węgla brunatnego ma twardość 2,5 – 4 w 10 stopniowej skali Mohsa. Co sprawia, że jest surowcem bardzo dobrym do rzeźbienia w nim i obróbki. Minerał ten jest miękki i niełupliwy, a połysk ma szklisty lub tłusty. Dzięki niewielkiemu ciężarowi nazywany był też czarnym bursztynem – succinus nigrus.
Przeciętny wisior w kształcie figi miał ok 3 – 5 cm długości. Dłoń zakończona była srebrnym lub złotym mankietem – tulejką i koluszkiem umożliwiającym powieszenie go na łańcuszku. Na obrazie Diego Velázqueza (1599 -1660) mały książę Filip Prospero ma zawieszoną na ramieniu gagatową, pokaźnych rozmiarów higę, znacznie mniejsza koralowa figa zakończona złotym mankietem wisi przytroczona do paska z amuletami na omawianym już wcześniej obrazie Fransa Luycxa przedstawiającym m.in. Arcyksiężną Marię Annę. Higi znajdziemy też na portretach dziecięcych autorstwa Bartolomé Gonzáleza y Serrano. Figi rzeźbione były także w masie perłowej, ametyście, krysztale górskim oraz kości słoniowej i agacie. Ozdobne zakończenie amuletu – dłoni wyrzeźbionej w minerałach przyjmowało czasem formę bogatego i ozdobnego mankietu kameryzowanego innymi kamieniami i emaliowanego. W XIX w. higas ozdabiane były także wykonanymi w srebrze i złocie bransoletkami i pierścionkami. Duża moda na ten amulet zaczyna się w roku 1538. W XVI w. była rzeźbiona zazwyczaj prawa dłoń, w kolejnych wiekach pojawiły się także lewe. Czarnym, czerwonym i białym higas przypisywano większą moc ochronną. Wieszano je przy kołyskach dziecięcych, bowiem talizman ten miał zbierać złą energię, chronić przed „ złym okiem” i czarownicami które wedle tradycji miały porywać dzieci, jak pisał Berwiński „Czarownice szkody bardzo wielkie czynią ludziom, one zabijając, a zwłaszcza dziatki niewinne..., z których potem ciał zwarzonych maści proszki i inne godła szatańskie gotują” Według wierzeń od nadmiaru „złego” higa pękała, wtedy należało ją zakopać i zastąpić nową. Moda na ochronną figę nadal trwa w Asturii, Galicji i Castilla y León. Michał Januszkiewicz w swojej antologii przesądów opisujących zabobony z terenu Polski wspomina „Nic złego nie może zrobić czarownica dziewczynie, która założy prawy róg swego fartucha i ułoży palce prawej ręki w figę”. Jak widać w tradycji polskiej gest figi był rozpowszechniony, choć sam amulet w formie wisiorka był rzadkością, przywożoną raczej jako pamiątka z wojaży do Włoch i Hiszpanii.
Kryształ górski był jednym z amuletów ochronnych stosowanych w całej Europie. Cristallus w Polsce zwany też krysztalikiem wspomniany został już w dwóch przypadkach. Bywał elementem gryzaków–grzechotek oraz występował jako samoistny amulet. Kryształ kwarcu lekko podfrezowany od góry był chwycony czapeczką zazwyczaj srebrną zakończoną koluszkiem, przez które przewieszano łańcuch czy wstążkę. O krysztale pisała Hildegarda z Bingen (1098–1179) święta kościoła katolickiego, a przede wszystkim mistyczka i uzdrowicielka. Zalecała stosować moc kryształu w przypadku problemów ocznych oraz na dolegliwości żołądka. Z kolei Benedykt Chmielowski (1700–1763) autor pierwszej polskiej encyklopedii pisał „Iest tedy krzyształ sok subtelny, czysty, zimnem w ziemi zatwardzony, ex mente Agricolae, albo bardzo z czystey Lodowatej Soli, ex mente Kirchera. Pomaga na cholerę, dissenterią, na kaduk, na zawrót głowy, na omdlewanie, na kamień, na truciznę arszenikową”. Oprócz wspomnianych przypadków kryształem leczono także epilepsję. Oczywistym jest, że wspomniane wyżej kamienie szlachetne i ozdobne poza mocą uzdrawiania i efektami wizualnymi miały w dawnych wiekach głęboką symbolikę religijnną. Lecz w przypadku zastosowania ich do wyrobu amuletów skupiano się przede wszystkim na aspekcie apotropaicznym. „Cristallus […] gdy będzie powieszon na szyi idąc spać tedy złe sny precz odpędza”.
Przez tysiące lat ludzie obawiali się „złego oka”, we Włoszech zwanego molocchio. Był to jeden z najstarszych przesądów, znany od obszaru starożytnej Persji aż do Hiszpanii. Na Sardynii jednym ze sposobów odczynienia tego uroku lub zapobieżenia mu było noszenie occhio di Santa Lucia. Oko świętej Lucyny to ślimak z rodziny Astrea rugosa, którego muszla w kształcie owalnym, o barwie złocisto-pomarańczowej i charakterystycznym wypukłym wygięciu przypomina gałkę oczną. Muszla oprawiona musiała być w srebro, bo właśnie ten metal wzmacniał jej moc. Amulet ten znany był także w krajach Alpejskich oraz Hiszpanii, w której noszony jest do dzisiejszego dnia.
Do ciekawych, ale rzadziej spotykanych amuletów chroniących przed złym spojrzeniem, należały oprawione w srebro kasztany. Ich zadaniem była także ochrona dzieci przed nowotworami, torbielami i zazdrością. Płaskie kasztany otaczane były oprawą-pierścieniem z szerokiej srebrnej blaszki wyciętej na obu jej brzegach w kształt pazurków. Po środku blaszki dolutowany był ozdobny pierścień ze skręconych dwóch drucików tworzący wzór warkocza. Pazurki mogły być podgrawerowane rylcem dla większej ozdoby. Do ozdobnego warkoczyka dolutowane było koluszko do przewieszania amuletu. Brzeg oprawy po zagięciu go na kasztanie tworzył kolistą formę, a sam amulet był dwustronny. To bardzo typowy amulet dla terenu Hiszpanii. Do dnia dzisiejszego noszony jest przy stroju ludowym np. w Salamance. Co prawda sam amulet do polskiej tradycji nie przeniknął, ale wiara w zbawienną moc kasztanów owszem.
Dość rozpowszechnionym w całej Europie był bezoar, który przeniknął do niej z medycyny arabskiej około XII w., a ta sięgała do medycyny z czasów starożytnych. Znany w języku arabskim bāzahr jest kolistym tworem stworzonym w żołądkach przeżuwaczy z niestrawionych włókien roślinnych, wylizanej sierści podczas mycia się zwierzęcia oraz żywicy. Najcenniejsze były bezoary z kóz bezoarowych z terenu Iranu, Afganistanu i Kaukazu. Stosowano je do leczenia zarówno w amuletach jak i w formie proszku dodawanego do jedzenia. Kulki bezoaru miały specyficzny, piżmowy zapach i ostry smak. W Polsce znany był od czasów średniowiecza i zwany był strutką lub sirotką. Był amuletem chroniącym noszącego go przed truciznami, w tym arszenikiem oraz jadem po ukąszeniach. Jak pisał o nim Stefan Falimirz w 1534 r. „bezoar wypędza jad przez pot a dlatego też pomaga człowiekowi powietrzem morowym zarażonemu, a gdy bywa w pierścień oprawiony tedy w kimby jad był ma pierścień w usta włożyć a zsać z niego tedy pomaga”. Choć bezoar nie jest kamieniem, został włączony do opracowania Gemmarum et Lapidum Historia wydanym w 1609 r. przez flamandzkiego fizyka i lekarza Anzelma Boetiusa de Boodt (1550–1632). Amulety ze strutką nie zachowały się w zbiorach polskich, choć wymieniane były w spisach majątkowych. Forma tego amuletu bywała różna. W przypadku amuletów dziecięcych kulka bezoaru oprawiana była w złoto, ze względu na dużą wartość talizmanu i trudność jego zdobycia. Sirotka chwycona była w dwie krzyżujące się obręcze zakończone koluszkiem do zawieszania talizmanu. Obręcze mogły być wykonane z filigranowych taśm, tak jak w przypadku zabytku z XVII w. z Kunst Historiches Museum w Wiedniu. Taśmy mogły mieć także formę cienkich pasków fantazyjnie rzeźbionych i pokrytych barwną emalią. Wzorem takiego bezoaru jest wyrób wydobyty z wraku hiszpańskiego galeonu Nuestra Señora Antocha zatopionego u wybrzeży Florydy w 1622 r. Bardzo podobny przykład widzimy na omawianym już w tekście portrecie Don Fernando de Austria. Talizman ten miał mieć ażurową oprawę, a poprzez kontakt bezoaru z ciałem miał przekazywać noszącemu go swą moc oraz skutecznie go chronić. Choć w XVI i XVII wieku popularność bezoaru była szczególnie duża, to już pod koniec XVIII w. moda na ten amulet zanikała. Po tym czasie w praktyce nie był już stosowany.
Bardzo częstymi klejnotami–amuletami były wyroby o charakterze religijnym. Przy hiszpańskich cinturón de amuletos z okresu 1500–1800 poza amuletami typowo magicznymi możemy zobaczyć np. relikwiarz z wizerunkiem św. Łucji, medal z wizerunkiem Santiago Matamoros (świętego Jakuba Pogromcę Maurów). Medal z wizerunkiem Virgen del Pilar (Matki Boskiej na Kolumnie z kościoła w Saragossie), krucyfiksy z wizerunkiem Chrystusa z Burgos czy relikwiarze z przedstawieniem Santa Maria del Monte Carmelo zwaną też Virgen del Carmen. Większość tych dewocjonaliów wykonanych jest w srebrze i przytroczonych do paska na długich łańcuszkach. Wiele obiektów wykonanych jest w całości lub przyozdobionych metodą filigranu, szczególnie modną w Hiszpanii i części Włoch. Medale częstokroć oprawiane były w ten sam typ oprawy co wspomniane już kasztany. Krzyże miały formę krzyża łacińskiego, crux ordinaria, w których ramionach obsadzano kamienie np. kryształ górski. Składały się z trzech części, belki głównej oraz dwóch krótkich belek ramion. Zazwyczaj proste, dla przedstawicieli szlachty wykonane w złocie i bogato emaliowane i kameryzowane krzyże przypinane były na piersi dziecka lub zawieszone na łańcuchu czy wstążce. Złoty medalion, emaliowany i kameryzowany z symbolem krzyża św. Jakuba wiszący na grubym łańcuchu możemy zobaczyć na podwójnym portrecie autorstwa Bartolome Gonzáleza y Serrano przedstawiającym Principe Felipe y su Hermana (Księcia Filipa) i jego siostrę Infantkę Anę Mauricię. Malarskie medaliony przedstawiające świętych oprawiane były w srebrną oprawę – puszkę i przykrywane były dla zabezpieczenia płytką szklaną lub kryształową oraz zakuwane. Biedniejsze osoby zadowalały się drukowanymi czasami barwnie wizerunkami świętych przykrytych szkłem i zakutych w metalowych ramkach. Cinturón z dewocjonaliami, Museo Sorolla, Madryt, nr inw. 70001
Niezwykłym przedmiotem był breverl. Łacińskie słowo brevis oznacza coś krótkiego, małego. Breverl to karta z papieru składana czterokrotnie, na której można znaleźć teksty z Biblii oraz teksty modlitw. Na karcie mieściło się dziewięć małych wizerunków świętych zwykle drukowanych czasami barwnie, przyklejonych od góry w taki sposób by móc je podnieść do góry ukazując kolejne wizerunki lub teksty. W części środkowej karty znajdował się prostokątny kawałek materiału z przyklejonymi do niego figurkami świętych, krzyżem np. typu caravaca zwanym też „krzyżem cholerycznym”. Miał on wedle tradycji chronić przed zarazami i morowym powietrzem. Caravaca to krzyż o dwóch poprzecznicach, górnej zwykle krótszej. Wykonywane były w złocie, srebrze, metalu i innych materiałach. Obok nich w breverl mogły znajdować się medaliki, plakietki pielgrzymie, ziemia ze „świętych miejsc” zaszyta w maleńkich woreczkach, relikwie, motywy strzały którą zabito św. Sebastiana, zioła etc. Często znajdował się w nim także Agnus Dei (łac. Baranek Boży) medalik wyciśnięty w wosku z wizerunkiem baranka z jednej strony, a z drugiej aktualnego papieża. Czasem wykonywany też w metalu, srebrze, złocie a nawet w rogu. W polskich inwentarzach nazywano je „Agnuskami”. Po złożeniu karty wsuwano ją do sztywnego pokrowca – etui wykonanego z drogich materiałów, często jedwabnych, nawet brokatowych wyszywanych dodatkowo metalowymi złotymi i srebrnymi nićmi czy koronką. Zdarzały się także etui wykonane z metalu ażurowo wycinanego i wyłożonego materiałem. Noszone były na jedwabnej wstążce na szyi albo przywieszane do różańca. Piękny przykład breverl znajduje się w zbiorach Narodni Muzej Slovenije w Lublanie. Breverl, Narodni Muzej Slovenije, Lublana, XVII w., nr inw. 17733,
Dla małych dzieci wykonywano często breverl w kształcie serca i wieszano przy kołyskach lub na szyi aby chronił je przed złem.
Tereny Hiszpanii, Włoch, Austrii czy krajów alpejskich bogate były przez wieki w przeróżne dewocjonalia, w innych regionach Europy ich ilość noszonych przez dzieci była znacznie mniejsza. Czasami ograniczano się do jednego krzyżyka, takiego jak złoty krzyż z wiszącą u dołu perełką, który ma przewieszony na szyi dziecko Jana van Noorta z obrazu znajdującego się w Muzeum Narodowym w Gdańsku.
Wraz z rozwojem medycyny i nauki wiara w działanie amuletów wszelkiego rodzaju zaczęła wzbudzać wątpliwości. Laurent Joubert (1529-1583) pochodzący z Walencji lekarz, chirurg i profesor uniwersytecki napisał w 1572 r. pierwszą księgę krytykującą stosowanie minerałów „Wydaje się zabobonem i kłamstwem jakoby w tych szlachetnych kamieniach miała tkwić jakaś tajna i niebywała moc, czy to gdy nosi się je na sobie czy też gdy używa się ich w postaci proszku”. Mimo to jeszcze w XIX w. minerały znajdowały się na wyposażeniu apteki oo. Paulinów na Jasnej Górze. Wiara w ich działanie zatem bardzo powoli malała, stając się raczej tradycją odartą z wiedzy jakie były jej początki. Przeświadczenie o istnieniu „złego oka”, czarownic, duchów, które czynią zło zacierało się wśród osób wykształconych pozostając w XIX w. jeszcze na wsiach. Tak samo było z amuletami. Korale stały się modnym dodatkiem w postaci naszyjników czy kolczyków widocznych na portretach małych elegantek z XIX w.
W tamtym okresie na wsiach polskich stały się atrybutem kojarzonym tylko z dorosłymi kobietami ze względu na jego dużą wartość. Dzieciom zawiązywano czerwoną tasiemkę czy wstążeczkę na nadgarstku „dla ochrony”. Ta tradycja przetrwała u nas aż do dnia dzisiejszego. W krajach, w których dostęp do korali był większy, a co zatem idzie, ich cena niższa był i jest nadal oczywistym elementem stroju ludowego. Przykładem mogą być choćby stroje dzieci i kobiet z okolic Salamanki w Hiszpanii. Bursztyny, o których pisał już Pliniusz, że sznur nałożony na szyję zapobiega chorobom gardła i migdałków, a które zalecano by nosiły je małe dzieci stały się elementem stroju kobiet dorosłych, ale wiara w jego pomoc w leczeniu tarczycy pozostała. Modne przez wieki grzechotki i ich tradycja ofiarowywania ich przez rodziców chrzestnych przetrwała do dzisiejszego dnia. Choć teraz współcześnie srebrna grzechotka nie ma nic wspólnego z XVII-wieczną czy nawet XIX-wieczną grzechotką odpędzającą złe duchy. Srebrne smoczki tak modne dziś jako prezent na chrzciny także nawiązują do dawnych gryzaków z korala czy masy perłowej, ale nie pełnią tej funkcji, są wyłącznie symbolem. Amulety, które przez wieki miały chronić, ale i być pięknym dodatkiem stroju dziecięcego poprzez ich formę oraz wykonanie powoli zanikały w wieku XIX, by w większości przykładów zniknąć na zawsze w wieku XX. Wyjątkiem pozostają tylko medaliki i krzyżyki ofiarowywane w czasie chrztu dzieciom.
Podziękowania
Chciałabym serdecznie podziękować Ewie Lewandowskiej, Katarzynie Kapuścińskiej, Annie Żuk-Wasek oraz Marcinowi Zielińskiemu i Karolowi Karasiewiczowi za pomoc, wiedzę i wsparcie w trakcie przygotowywania niniejszego tekstu.
© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie 2018. Wszelkie prawa zastrzeżone.
stat